Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TRANSFORMACJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TRANSFORMACJA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 października 2025

DOŚWIADCZENIE SKRAJNYCH UCZUCIO-EMOCJI

 Miałam dziś piękny sen. Na początku zobaczyłam Cię z inną kobietą. Była psycholożką i byliście parą, właśnie weszliście w tzw. związek partnerski. Poczułam mieszankę skrajnych uczuć i emocji: ogromną przyjaźń i głęboką miłość do Ciebie oraz rozpacz z powodu utraty naszej przyjaźni tak ogromną, że nie mogłam jej wyrazić. Kiedy zobaczylam was razem, poczułam w ciele tę rozpacz. Nie zazdrość, ale rozpacz. Czułam, że ciało chce ją wyrazić jakby wewnątrz skowyczało, ale nie było w stanie wydać żadnego dźwięku. To było bardzo intensywne i bardzo męczące. Otwierałam usta, ale żaden dźwięk nie mógł się wydobyć. I mimo że po chwili zniknął obraz was obojga, wciąż czułam to samo. Trochę to trwało, nie wiem jak długo, bo czas nie miał tu znaczenia. Wreszcie jakieś piskliwie skrzeczące dźwięki zaczęły się pojawiać. Ale ciało wciąż wibrowało intensywnym drganiem energii powodującym niemal fizyczny ból. I po jakimś czasie zawyłam...

Znalazłam się jakby w pociągu, ale przestrzeń bardziej przypominała jakieś pomieszczenie z małym stołem po środku. Czułam, że gdzieś jadę siedząc w tym jakby pokoju. Oprócz mnie siedziały w tym "przedziale" trzy osoby: dojrzała kobieta przypominająca moją dawną znajomą ze studiów, jej partner i nieznana mi młoda kobieta. Każda z osób jakby reprezentowała inną interpretację historii naszej relacji związkowej. Ta młoda kobieta zaczęła opowiadać swoją interpretację naszej historii i wyrażała bardzo krytyczne oceny Margo, chociaż nie wiedziała, że siedząca obok niej osoba jest tą Margo, której ona nie znała, ale o której opowiadała. 

Nagle w pomieszczeniu znalazł się młody mężczyzna w ciemnym ubraniu. Siedział przy stole tyłem do mnie. Gdy młoda kobieta skończyła zdanie, on zaczął mówić: "Nic nie wiecie i nic nie rozumiecie. Miłość Margo była tak ogromna, że w przyjaźni z Tomkiem doświadczała skrajnych uniesień wynoszących wysoko w przestrzenie kosmosu, a tracąc przyjaźń za każdym razem gdy Tomek odchodził, doświadczała upadku w skrajną rozpacz, tak wielką, że nie była w stanie jej wyrazić. Doświadczała tak skrajnych uczuć i emocji, że jej ciało potrzebowało się do tego dostrajać... żeby mogło to przyjąć i zintegrować..."

I zobaczyłam w przestrzeni jakąś tabliczkę ze skomplikowanym geometrycznym wzorem, która była zapisem naszych wspólnych emocjonalnych doświadczeń w czasie całej naszej relacji. I nagle to wszystko poczułam w sobie. Jakby ciało mogło już to wszystko pomieścić. 

Wtedy ten mężczyzna wstał od stołu, odwrócił się do mnie i zobaczyłam, że jego ciało - twarz i dłonie są ciemno niebieskiego koloru. Nadal siedziałam, a on podszedł do mnie od tyłu, wyciągnął swoje dłonie, chwilę potrzymał nad moją głową i delikatnie dotknął mojej głowy. Potem równie delikatnie wyciągnął moje rozpuszczone białe włosy spod kurtki albo płaszcza, który miałam na sobie. Poczułam, że do tej pory ukrywałam je, a on w tym momencie wyjmując je na wierzch coś uwolnił. Budząc się z tego snu i nie patrząc na niego zobaczyłam go w sobie, że jest niebieskim buddą - uzdrowicielem, dzięki któremu gniew jest transformowany w mądrość lustrzaną. 

I zrozumiałam też (przypomniałam sobie :)), że chcenie, żeby być zawsze dobrym, nie jest wyrazem mądrości. Bo nie zawsze bycie dobrym jest działaniem całkowicie adekwatnym do sytuacji.  Nawet gdy wydaje nam się, że działamy ze współczuciem chcąc być dla kogoś dobrym, możemy mu zaszkodzić.

Czasami tylko myślimy, że działamy ze współczuciem, ale nie jest to działaniem mądrości, gdy nie widzimy jakiejś sytuacji klarownie - nie patrzymy na nią czystym umysłem - sprzed myślenia. A umysł nacechowany osądami, oczekiwaniami czy lękami albo pożądaniem zaciemnia czysty umysł emocją gniewu lub złości i uniemożliwia działanie lustrzanej mądrości. A tylko mądrość lustrzana sprawia, że nasze działania stają się spontaniczne, całkowicie adekwatnie do sytuacji i wolne od rezultatów działania...

Czysty umysł jest jak czyste lustro - odbija to, co znajduje się przed lustrem. A cokolwiek pojawia się przed czystym lustrem, lustro to odbija bez dokonywania jakichkolwiek osądów czy ocen, bez oczekiwań, że coś powinno być inne niż się pojawia. Wszystko, co się pojawia, dla czystego umysłu jest takie, jakie jest. I tylko czyste lustro zawsze odpowiada - reaguje mądrością zwierciadlaną spontanicznie i całkowicie adekwatnie do tego, co się przed nim pojawia.

Jeśli jednak lustro jest "zabrudzone", inni, którzy nas denerwują, irytują, złoszczą i uaktywniają w nas złość czy gniew, także sytuacje, które te emocje uaktywniają są obrazami wskazującymi na "zabrudzenia" naszego lustra - umysłu. Te "zabrudzenia" zniekształcają postrzeganą rzeczywistość. Są przejawem naszych iluzorycznych wyobrażeń o sobie i rzeczywistości.

A uświadomione zniekształcenia umożliwiają polerowanie lustra, dzięki któremu ujawnia się klarowne widzenie czystym umysłem tego, co się prze-jawia...



... ☺️💖🙏

poniedziałek, 27 lipca 2015

PRZEBUDZENIE RYCERZA

23. lipca w górach Słonnych...

Nawet nieco zabawna wizja... w znacznie poszerzonym stanie świadomego śnienia na jawie...
Zobaczyłam fallusa, który kiedyś został "odcięty", a teraz na powrót scalił się z moim ciałem. I w tym momencie stałam się rycerzem (skojarzenie z "pasowaniem na rycerza"). Poczułam bardzo silną energię, piękną i potężną, wzmacniającą mnie - moją kobiecość oraz "krystaliczność" (?) tego, co "mam do zrobienia"... co ma się przejawić... Nastąpiła pełnia połączenia Animy i Animusa w mojej wewnętrznej Przestrzeni.

I odczuwam coraz pełniejszą harmonię Animy i Animusa w sobie... I coraz większą MIŁOŚĆ i ZROZUMIENIE w SOBIE... i wolność, także wobec innych - cząstek SIEBIE jako Całości, Jedni...

Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję... 
hejano hej nej joł łej...




Dla Przebudzonego Rycerza nie ma nic obraźliwego w czynach bliźnich. Może zostać zraniony, ale nigdy urażony...

SZMARAGDOWI RYCERZE

sen z 17. czerwca
jakaś społeczność, grupa ludzi; wspierałam tych ludzi, aby się uwolnili, bo jacyś czarownicy niektórych ludzi uśmiercali, a potem ich wskrzeszali. W pewnym momencie z całej tej społeczności uformowała się wielka kolumna. Spłynęło na nas srebrzyste światło z delikatnym odcieniem (poświatą) zielono-szmaragdowym.Wszyscy wyglądaliśmy jak rycerze. To był rodzaj ochrony, aby nikt nie wiedział. że wszyscy udajemy się do innego świata.

poniedziałek, 6 lipca 2015

MEDYTACJA - MOTYL NIESKOŃCZONOŚCI



6. lipca 2015
wizja w świadomym śnieniu na jawie:

W zasadzie jest to proste ćwiczenie transformacyjne, które pomaga harmonizować obie półkule mózgu, ale także dwie strony naszych ciał...
Pozwala na harmonizowanie tego, co "męskie" i żeńskie" w nas czyli tzw. Animy i Animusa...

1. Najpierw trzeba wyobrazić sobie pojedynczego MOTYLA NIESKOŃCZONOŚCI:







2, Kolejny krok polega na skupieniu uwagi, swojej świadomości w jednym punkcie. ,Następnie w wyobraźni wybieramy dowolny punkt - jak "maleńki wagonik na torze nieskończoności" i zaczynamy nim "poruszać się po tym torze" - Motylku Nieskończoności. Najpierw w jednym kierunku. Po kilku minutach zmieniamy kierunek i punkt porusza się w odwrotnym kierunku.

3. Kolejny krok polega na skupieniu uwagi, swojej świadomości w dwóch przeciwległych (symetrycznie położonych względem siebie) punktach, które są jak dwa "maleńkie wagoniki na torze nieskończoności".


I oba punkty (A i B) jednocześnie zaczynają poruszać się w dwóch różnych (symetrycznych) kierunkach - jakbyśmy dwiema dłońmi rysowali tego Motyla podnosząc najpierw obie do góry, potem dłonie mijają się, opadają w dół, zawijają i znów są podnoszone do góry. Ten Motyl ma dwa skrzydła.

4. Kolejny krok wymaga wyobrażenia sobie podwójnego Motyla Nieskończoności z czterema skrzydłami. 

I teraz także "startujemy" z dwóch symetrycznie ułożonych punktów wykonując w wyobraźni ruch tymi dwoma punktami - "wagonikami na torze" Motyla Nieskończoności...

Na początku można rysować w wyobraźni niezbyt dużego motyla, którego centrum umieszczamy w lub na poziomie tzw. trzeciego oka. Później możemy rysować coraz większego Motyla punkt centralny umieszczając w sercu. A dalej niech niesie cię twoja własna wyobraźnia i intuicja...

W dalszej części można w wyobraźni rysować sobie różne kształty - o innej geometrii toru tego Motyla np.:



Efekty mogą być bardzo zaskakujące, ponieważ to ćwiczenie może mocno poszerzać stany (zakres) naszej świadomości. Dzieje się tak z powodu łączenia - udrażniania połączeń neuronów prawej i lewej półkuli, a także synchronizowania ze sobą wibracji energii prawej i lewej części ciała. 



Pięknych efektów tej praktyki życzę... tym, którzy zechcą z tej "medytacji" skorzystać.


Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ The Human Butterfly Crop Circle Evolution Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

czwartek, 8 stycznia 2015

INTEGRACJA?

Śnię, a w tym śnieniu...
(...) nagle poczułam, że moje ciało dziwnie wibruje, że zachodzą w nim jakieś zmiany na wszystkich poziomach (energetycznym, mentalnym, psychicznym, fizycznym itd.). Chodziło o to, że zaczęło się dziać z nami coś takiego, co rozpoczęło proces integracji różnych „ras” czy rodzajów” istot ze sobą. Jakby wszystkie istoty w tym także ludzkie wzbogacały się wzajemnie swoimi doświadczeniami i wiedzą. Wszyscy stawaliśmy się nową istotą – kompilacją różnych rodzajów istot…

sobota, 29 listopada 2014

NAUKA ODDYCHANIA W ŚWIADOMYM, PRZEJRZYSTYM ŚNIENIU


Teraz już jest tak u mnie, że sny stają się coraz bardziej świadomym śnieniem i mieszają się z tym, czego doświadczam na jawie...

10.06.2013
dziś w nocy na przykład niby śniłam, a jednak jednocześnie świadomie działałam. Widziałam, że w mózgu i w ciele są takie miejsca, gdzie normalnie między nerwami  (neuronami) przepływają fale "przenoszące informacje" - wibracje, dźwięki, energie o różnych częstotliwościach. Ale dostrzegłam, że w niektórych miejscach są jakby maleńkie błonki blokujące ten przepływ. I zobaczyłam, że teraz mam się zająć rozpuszczaniem tych błonek. Zaczęłam świadomie oddychać obserwując oddech i wiedziałam, że w ten sposób zachodzi proces rozpuszczania i udrażniania przepływu. Nie było to łatwe. Gdy oddychałam tak bardzo świadomie, czułam jakieś wibracje - jakby blokady... Takie dziwne doświadczenie miałam w nocy... Ale robiłam to dalej, świadomie i gdy "się przebudziłam"" kontynuowałam jeszcze przez chwilę to "udrażnianie" przepływu... I pewnie jeszcze będę to kontynuować, bo proces nie został zakończony.

Oddycham wówczas krótkimi oddechami wyobrażając sobie znak nieskończoności, którego jedna część znajduje się wewnątrz ciała  - jakby otacza "czakrę" serca na przykład, a druga część znajduje się na zewnątrz. Punkt centralny tego znaku nieskończoności znajduje się na granicy ciała z przodu. Biorąc wdech "rysuję" swoją skupioną uwagą drogę na znaku nieskończoności od punktu centralnego do wewnątrz i z powrotem do punktu centralnego znaku, a przy wydechu kontynuuję przesuwanie uwagi po zewnętrznej części.

14/15.09.2013
Z soboty na niedzielę medytowałam przed snem i w śnieniu pojawił się we mnie nowy, bardzo krótki oddech. Kiedy oddychałam byłam skupiona także na momentach "pomiędzy" wdechem i wydechem i gdy tak oddychałam, widziałam wewnętrznym "widzeniem" coś jak znak nieskończoności, po którym przesuwała się moja "uwaga" w trakcie oddychania. Na całość znaku składał się wdech i wydech oraz "zmiana kierunku" oddychania - pomiędzy wdechem i wydechem. I wiedziałam w tym momencie, że w ten sposób rozpuszcza się kolejna granica pomiędzy "jawą" i "snem", rzeczywistością i śnieniem, (pomiędzy 3D wymiarowością a wielowymiarowością).

sobota, 4 października 2014

PRZEMOC SEKSUALNA UZDROWIONA I POŁĄCZENIE ŚWIADOMOŚCI-JESTEM Z UMYSŁEM-JA

8/9.09.2014

SNY

Coś robiłam nachylona na ziemią; zbierałam albo sadziłam. Nagle poczułam, że coś ciężkiego przykleiło się do mnie od tyłu i jeszcze bardziej mnie zgięło. To było ciało mężczyzny, który brutalnie przygniótł moje ciało do ziemi, (...) i (...) chwilowo zaspokajając swoje pożądanie. Czułam pod jego pożądaniem istotę jego emocji: złość, wściekłość i nienawiść - to były emocje ukryte w jego pożądaniu. Po tym, co się stało, nie poczułam żadnych negatywnych uczuć, choć czułam to, co się stało, ale już z całkiem innej przestrzeni zrozumienia... Nie byłam nawet zdziwiona tym, co się stało. Czułam siebie, jakbym była przejrzysta...

Mężczyzna, zmęczony wysiłkiem tego aktu seksualnego, przysiadł obok, a może nawet na moment się położył. Powoli wstałam . On patrzył na mnie i czułam, że jest zdziwiony moim spokojem. Wiedziałam, że uznał to za objaw mojej słabości. Poczułam jednak, że jestem istotą pełną harmonii, tak samo, jak byłam przed tym zdarzeniem i że już nic nie jest w stanie mnie zranić ani wciągnąć w żadne gry poprzez złość, nienawiść czy jakiekolwiek inne emocje czy odczucia. Byłam całkowitym zrozumieniem tego, co ten mężczyzna uczynił i dlaczego, i wiedziałam, co ludzie czynią w swoim zaślepieniu emocjami, pożądaniem, koncepcjami, przekonaniami czy racjami i wiarą.

Karuna mnie obudziła w nocy zaraz po tym śnie... chyba po to, bym zapamiętała ten sen.
Dziękuję ci Karuno - miłości współodczuwająca.

----
Poczułam, że jestem Świadomością, boginią, która stworzyła ten świat rodząc pierwszego węża - zamysł... Umysł. Umysł, który zapragnął kreacji w oddzieleniu i w podziałach. Tego węża nazywają Bogiem. Ma on wiele imion, ponieważ ciężko pracuje nad zgłębianiem różnorodności i indywidualności wszelkich bytów i form istnienia: energetycznych, mentalnych, psychicznych, biologicznych, chemicznych i fizycznych...

Stworzył sam z siebie idee, koncepcje, symbole, przekonania, wiarę i wiele innych, wspaniałych narzędzi, które umożliwiły mu stworzenie wszechświata jako GRY z wieloma poziomami i równoległymi światami. Jego królestwem stał się czas, ale zaanektował też Przestrzeń Energii - Świadomości, którą JESTEM.

Jestem Przestrzenią Świadomości, w części odepchniętą, a w części zaanektowaną.

Oddałam się cała z ufnością temu aktowi kreacji i zostałam podzielona na nieskończoną ilość części i cząstek, które w utkanych czasoprzestrzeniach coraz bardziej oddzielały się od siebie i zapominały o sobie. A wszystkie moje dzieci musiały mnie całą odrzucić, aby mogły tworzyć dalej i udoskonalać swoją odrębność i różnorodność. Tak powstawało to, co nazywane jest "JA" i "ja", które jest różne od innych "ja" i czuje mocne więzi tylko z tym, co uznaje za siebie - z czym się utożsamia i z czym rezonuje. A resztę innych "ja" odrzuca uznając za coś gorszego.

niedziela, 29 grudnia 2013

PRZYJĘCIE ENERGII WZORCÓW BÓLU I CIERPIENIA...


W czasie medytacji - wejścia wewnątrz siebie... 
w nocy z 21. na 22. grudnia 
przeżyłam głębokie, trudne, ale i piękne doświadczenie...

1) Poczułam wibracje serca. Skupiłam się na nich... i rozpoznałam wewnętrzną intencję duszy: jestem w służbie Jedni. Miałam utrzymywać tę rozpoznaną, przypomnianą intencję, mimo całego zalewu myśli, które przepływały przez mój umysł; latały wokół... te, co inni wysyłają do różnych nadawców oraz pod moim adresem. Jest ich zawsze pełno wszędzie, ale tym razem były odczuwałam je bardzo intensywnie Mój umysł wyłapywał te myśli, które jeszcze w jakiś sposób rezonowaly z wibracjami i emocjami zapisanymi w moim ciele jako węzełki. Przyglądałam się im, gdy supełki rozwiązywałam, myśli znikały… gdy znów pojawiały się, wibracje w ciele świadomie "u-elastyczniałam"... Rozwibrowując te węzełki, rozpuszczając ich "twardość" rozwiązując.  I utrzymywałam tylko te myśli, które przejawiały się poprzez serce - coś jak intencje mojej duszy. 

Mam ufać, całkowicie ufać w wewnętrzne prowadzenie duszy, w to, co czuję w sercu i w ciele. Wszystko, co robię jest doskonałe, nawet jeśli jest to trudne dla mnie i dla innych z jakichś powodów. Mam w pełni akceptować to, co się przeze mnie przejawia bez względu na to, jak to oceniają i odbierają inni. Mam ufać nawet, gdyby mnie wszyscy odrzucili. To wszystko już wcześniej wiedziałam, - to była wiedza i informacje, które już do mnie docierały, ale teraz świadomie dokonywałam jeszcze głębszych zmian w polu energetyczno-fizycznym mojego ciała. To było coś, jak kolejne "umieranie", konieczne do przetransformowania struktury Kwiatu Życia, a latające wokół i przeze mnie myśli próbowały zatrzymać ten proces. W pewnym momencie czułam jak moje ciało wibruje różnymi częstotliwościami - różnymi emocjami i próbuje je ze sobą harmonizować. Trwało to długo i nie było łatwe. Gdy ciało uspokoiło się, wypełniło mnie uczucie miłości; w sercu i całym ciele... i wy-promieniowywało tę miłość... Wydawałam z siebie nowe, dziwne dźwięki  których uczyłam się przez ostatni rok, a może i dłużej do których przygotowywałam moje ciało. Śpiewałam cichutko czując ogromną potrzebę wydawania tych dźwięków serca i odczuwania ich wibracji; wibracji, która harmonizuje w ciele te wszystkie, czasem bardzo różne od siebie częstotliwości kosmiczne. Doświadczałam także bycia świadomą i mocno osadzoną w tu i teraz. Było to intensywne i potrzebowałam odpocząć. Moje ciało uspokoiło się na pewien czas, chociaż wiedziałam, że ten proces będzie toczył się dalej, że to nie koniec.

2)
Zaczęłam powoli czuć, wokół mnie pojawiła się nowa energia i wnikała w moje ciało. Czułam, jakbym zbierała na swoje ciało cały ból, jaki doznała ludzkość (?) w całej historii w tym świecie albo jaki jest u podstaw "struktury" i/lub "natury tego świata... Zwracając się do Bogini Matki, która stworzyła Ziemię czułam, że oddaję jej, przekazuję energię tego całego bólu, który przepływał przez moje ciało. W jakiejś mierze był to także ból, ktory wypływał z innych ludzi, ale był także moim bólem. Jakbym w ten sposób "uwalniała" siebie w innych i innych w sobie. W tym momencie powróciło przypomnienie o 13. Matce Klanowej, która odebrała od swoich 12. Sióstr ich wszystkie doświadczenia, jakich kiedykolwiek doznały. Były to uczucia i emocje o bardzo zróżnicowanym zakresie częstotliwości, jednak dominującym był ból. I to nie tyle fizyczny, nawet bardziej ten mentalno-psychiczny. 

(Pamiętałam, że po przyjęciu tych doświadczeń od swoich Sióstr, 13. Matka Klanowa urodziła Kryształową Czaszkę...)

Przyjmując te doświadczenia odczuwałam coraz mocniejsze wibracje w ciele... te, które moglibyśmy określić jako piękne i cudowne, ale przede wszystkim także te bardzo trudne i związane z ogromnym bólem i cierpieniem. Przyjmowałam te wibracje w siebie z intencją przesyłania i oddawania ich Matce Ziemi - tej, która stworzyła Ziemię. Cały czas śpiewałam, raz ciszej, raz głośniej wydawałam z siebie dzwięki serca. Czułam potrzebę, by z serca i poprzez serce dzwięki te "uzdrawiały", uwalniały i harmonizowały moje ciało rozwibrowane tak ogromnie zróżnicowanymi częstotliwościami różnych doświadczeń moich sióstr... i braci na Ziemi. Tych wszystkich doświadczeń, które stworzyła Matka Ziemi. I znów na chwilę ciało się uspokoiło, gdy energie zostały przesłane bogini Matce. Znów wiedziałam, że to nie koniec, że czeka mnie coś jeszcze - dalszy etap Spokojnie oddychałam i czułam swoje serce, jak promieniuje z niego energia i wypełnia moje ciało na jego wszystkich poziomach.

3)
Znów intensywniej poczułam swój lotos serca, który pragnął wydawać dzwięki najczystszej, wszechogarniającej miłości. Zaczęłam śpiewać. Śpiewałam po kolei różne pieśni, takie których kiedyś się nauczyłam, takie które do mnie kiedyś przyszły ("z kosmosu" mojego głębokiego wnętrza). Przyjmowałam te wibracje wszechogarniającej miłości, by mogły być wyśpiewane przez moją duszę, poprzez moje serce i ciało, dla uzdowienia mnie samej w innych i innych we mnie i naszego łączenia się w Jedno lub w Jednym... I nagle znów poczułam ogromne poruszenie w moim ciele na wszystkich jego poziomach. Tym razem... cały ból, całe tak zwane zło czy cierpienie zaczęłam przyjmować w siebie jako... matka, która je stworzyła. Pamiętałam w tym momencie, że jestem w służbie Jedni, że moje ciało ofiarowałam do uwolnienia w sobie tych wszystkich wzorców, które je powodowały. Moje ciało wibrowało... Trzymałam się dłonią za twarz i poruszałam szczęką jakbym masowała zastałe w niej struktury, które blokowały pewne energie w moim ciele... W tym momencie wszedł i podszedł do mnie J. Chciał mi pomóc. Wiedziałam, że wydawało mu się, że zbyt cierpię, dlatego delikatnie dotknął moich dłoni, aby zatrzymać to, co się ze mną działo. Wiedziałam, że robi to z miłości, ale jednocześnie wiedziałam, że on nie rozumie wszystkiego, co się ze mną dzieje. I przypomniała mi się przypowieść o człowieku i motylu w kokonie:

Gdy człowiek zobaczył motyla w kokonie, wydawało mu się, że on cierpi i postanowił mu pomóc wydostać się z kokonu. Delikatnie rozerwał kokon. Mimo to motyl nie wylatywał. Wtedy człowiek zwrócił się do motyla:
- Dlaczego nie wychodzisz z kokona? Spójrz, możesz już wylecieć.
- Widzisz, moje skrzydła jeszcze nie wykształtowały się całkowicie. - powiedział motyl. - Potrzebują substancji, która zawarta jest w kokonie. Potrzebują nasycić się nią, by mogły się rozwinąć i bym mógł stać się motylem.

Ale ponieważ czułam miłość do J. i wdzięczność... nawet za to, że nie rozumiał, co się ze mną dzieje w tej chwili, dlatego pozwoliłam mu "pomóc" sobie. Przytuliłam się do J. Na chwilę uspokoiłam się i poczułam, że on także się uspokoił. Wtedy mnie zostawił samą. Gdy J. odszedł, cofnęłam się do momentu przed - zanim on podszedł do mnie. Najpierw potrzebowałam na powrót "skleić rozerwany kokon"...

Moja świadomość znów ekspandowała i zaczęłam przyjmować w siebie energie bólu i cierpienia, które kiedyś stworzyłam starając się roztopić w moim sercu to, co byłam w stanie. Teraz pojawił się w moim sercu dźwięk, który pomagał mi zaabsorbować te częstotliwości w sobie i harmonizować w sobie tę ogromną różnorodność częstotliwości kosmiczno-ziemskich energii. Przyjęłam całkowitą odpowiedzialność za to, co "stworzyłam" czy raczej za to co przejawiało się w tym świecie. Tak... przyjmuję wszystko... Kiedyś wierzyłam, że właśnie to i jedynie to jest prawdziwe. A to była iluzja.

Nie znaczy to, że jestem tą boginią, która stworzyła wszystko, ale na jakimś poziomie poszerzonej świadomości nią TAKŻE JESTEM.

Powoli dochodziłam "do siebie". Ciało było tak rozwibrowane, że potrzebowałam czasu, by się na powrót całkowicie scaliło i zharmonizowało...

Miałam w sobie niesamowity wręcz spokój, pokój. Byłam miłością i zrozumieniem. Czułam wdzięczność za to, co się wydarzyło. I ufność w wewnętrze prowadzenie duszy...

Pamiętam różne swoje dotychczasowe doświadczenia z medytacji - wglądów w siebie. Kiedyś poczułam współodpowiedzialność za to, co tworzyłam wraz z innymi (to było prostsze). Łączyłam się kiedyś ze świadomością matki odrzuconej przez swoje dzieci, matki zabijającej z rozpaczy swoje dzieci, dzieci zabijających swoją matkę, łączyłam się ze świadomością Matki Galaktyki, która rodzi i pochłania gwiazdy, mgławice i wszelkich jej 'potomków'. Tamto doświadczenie było bardziej odczuwane na poziomie energetycznych transformacji procesów tworzena i anihilacji, narodzin i umierania... A teraz połączyłam się ze świadomością matki przyjmując całkowitą odpowiedzialność za to, co stworzyła. Choć przecież w tym życiu nie mam swoich "własnych" (biologicznie) dzieci i nie stworzyłam w tym życiu wszystkiego...

Jestem w służbie Jedni i mam robić to, co robię w pełnym zaufaniu do wewnętrznego prowadzenia. Czułam i jestem świadoma, że niektórzy ludzie mogą tego nie rozumieć; że mogą oceniać mnie i moje działania na różne sposoby. Lecz mam pozostać w całkowitej ufności w wewnętrzne prowadzenie duszy. Poczułam niemal fizycznie połączenie ze wszystkimi ludźmi oraz ze wszystkim, co istnieje na Ziemi... znów poczułam wszechogarniającą miłość, spokój i harmonię. I ogromną wdzięczność. Ufam, ufam, ufam... że wszystkie moje działania i nie-działania są doskonałe; w służbie poszerzania świadomości, abyśmy mogli powrócić w harmonii do świadomości Jedni - ci wszyscy, którzy są na to gotowi.

I odczułam w sobie ogromną zmianę... jakkolwiek, ktokolwiek może to rozumieć... Teraz mogę istnieć, działać, nie-działać już zupełnie inaczej, jak dotychczas.

Dziękuję, dziękuję, dziękuję...
Wszystko, czego doświadczam jest doskonałe... tu i teraz.

Prowadzą mnie nasi Przodkowie - my sami z innych światów czy wymiarowości.

Moje życie jest procesem... zmiennym, raz bardziej, raz mniej dynamicznym... samopoznania...

sobota, 28 grudnia 2013

WYBACZENIE, ZROZUMIENIE I UWOLNIENIE SUPŁÓW KOBIECO-MĘSKICH RELACJI


W nocy z 16. na 17. grudnia

Świadome śnienie. Całkowite zrozumienie dla działań innych. Rozwiązanie  ostatnich supłów na energetycznych nitkach połączeń Kwiatu Życia i całkowitego puszczenia jakichkolwiek ocen wobec tego, co "złe" wobec mnie jako kobiety zrobili kiedykolwiek mężczyźni i ja wobec nich. Obudziłam się z ogromną radością wybaczenia sobie i im.
Uzdrowienie, uwolnienie wszystkich relacji kobieco-męskich na wszystkich poziomach. Cudowne śnienie. Byłam w świecie całkowitego wybaczenia we mnie i całkowicie innych relacji z ludźmi.

piątek, 13 grudnia 2013

AGRESYWNE ENERGIE, BÓL I CIERPIENIE

 z 12. na 13. grudnia:




I dzięki połączeniu mojego doświadczenia z tym, co pisała Livia Ether i co Altea u siebie napisała, coś więcej mi się przypomniało i dzięki temu coś więcej zrozumiałam… w każdym razie zrozumiałam także, że przyzwalam sama sobie na odczuwanie na przykład bólu, smutku, tych dziwnych energii 'agresji' … i spokoju… I przyzwalam z jakiegoś powodu, który wkrótce rozpoznam i zrozumiem...

Ciąg dalszy nastapil...

wtorek, 10 grudnia 2013

KOLEJNE NOWE DŹWIĘKI


w nocy wydawałam z siebie jeszcze inne, nowe dźwięki, które rozwibrowywały moje ciało. Czułam jak potrzebowało ono tych dźwięków, by ból, który pojawił się w ciele miesiąc temu, mógł teraz zostać "uleczony"… Dziś fizycznie czuję się lepiej, ale wiem, że mam nadal rozwibrowywać tymi dźwiękami ciało.

czwartek, 10 października 2013

"KOMÓRKI DO WYNAJĘCIA"



31.sierpnia 2013 miałam takie doświadczenie, w którym widziałam wyraźnie, że w każdej chwili mogę zmienić “miejsce pobytu”. W każdej chwili mogę zniknąć stąd i przenieść się tam, gdzie tylko zechcę…

Widziałam nawet, jak to może wyglądać. Widziałam, jak niektóre… tak jakby dusze, (ale te dusze są “samoświadome”), gdy zadecydują o zmianie, przechodzą albo raczej “przeskakują” z jednej formy do innej. Widziałam, że gdy jedna dusza “świadoma siebie” i tych “możliwości” zdecyduje się na zmianę “miejsca” czy formy, którą wypełnia inna dusza, to w tym momencie ta inna dusza zostaje wypchnięta ze “swojej formy”, ze “swojego świata” i… musi się gdzieś narodzić na nowo… w podobnej formie lub innej formie, tym samym albo innym świecie… To zależy…
Wiedziałam, że to zależy także od tego, gdzie w danym momencie tworzą się “wolne miejsca”…
Kojarzy mi się to troszkę z grą w “komórki do wynajęcia”. Ale w tej grze każda dusza ma swoją komórkę. Jednak, gdy jakaś dusza chce zmienić komórkę, musi wybić inną duszę z tej nowej komórki, którą chce zająć… I ta inna dusza pozbawiona swojej komórki musi poszukać i zająć inną komórkę. Ta dusza, co chce zmiany, robi to świadomie, ale wybita robi to nieświadomie…
Gdy dusza samoświadoma wychodzi ze “swojej dotychczasowej formy”, to także inna dusza musi zastąpić tę “lukę” po niej w danej czasoprzestrzeni, ale nie jest tego świadoma. Z tym, że wcale nie musi wejść w opuszczone ciało fizyczne na przykład. To ciało może umrzeć albo zniknąć. Wtedy ta inna dusza przychodzi na “ten świat” poprzez ponowne narodziny i w ten sposób po prostu wypełnia “lukę”.
Kiedy jednak proces wyjścia “samo-świadomej duszy” z ciała przebiega świadomie i ciało fizyczne umiera wtedy, gdy przychodzi moment “wypełnienia” czy “spełnienia”, wówczas taka dusza może przenieść się w inną przestrzeń w sposób “bardziej naturalny” – nie wybijając innej duszy z jej formy.
Czy to ma jakiś sens?
w każdym razie zrozumiałam, że w każdej chwili mogę zniknąć stąd i przenieść się tam, gdzie tylko zechcę… Ale też pojawiło się we mnie pytanie: tylko po co? I poczułam, że może później, może kiedyś, ale teraz jeszcze nie. Dopiero jak będę "gotowa"...


poniedziałek, 10 czerwca 2013

UDRAŻNIANIE PRZEPŁYWU POMIĘDZY NEURONAMI...


Chodzi oczywiście o przepływ pomiędzy neuronami w mózgu przez które przepływają tzw, neutrony...

Teraz już jest tak u mnie, że sny stają się coraz bardziej świadomym śnieniem i mieszają się z tym, czego doświadczam na jawie...


dziś w nocy na przykład niby śniłam, a jednak jednocześnie świadomie działałam. Widziałam, że w mózgu i w ciele są takie miejsca, gdzie normalnie między nerwami  (neuronami) przepływają fale "przenoszące informacje" - wibracje, dźwięki, energie o różnych częstotliwościach. Ale dostrzegłam, że w niektórych miejscach są jakby maleńkie błonki blokujące ten przepływ. I zobaczyłam, że teraz mam się zająć rozpuszczaniem tych błonek. Zaczęłam świadomie oddychać obserwując oddech i wiedziałam, że w ten sposób zachodzi proces rozpuszczania i udrażniania przepływu. Nie było to łatwe. Gdy oddychałam tak bardzo świadomie, czułam jakieś wibracje - jakby blokady...  I wiedziałam, że w ten sposób także mogą synchronizować się obie półkule mózgu. Takie dziwne doświadczenie miałam w nocy... Ale robiłam to dalej, świadomie i gdy "się przebudziłam"" kontynuowałam jeszcze przez chwilę to "udrażnianie" przepływu... I pewnie jeszcze będę to kontynuować, bo proces nie został zakończony.

Oddycham wówczas krótkimi oddechami wyobrażając sobie znak nieskończoności, którego jedna część znajduje się wewnątrz ciała  - jakby otacza "czakrę" serca na przykład, a druga część znajduje się na zewnątrz. Punkt centralny tego znaku nieskończoności znajduje się na granicy ciała z przodu. Biorąc wdech "rysuję" swoją skupioną uwagą drogę na znaku nieskończoności od punktu centralnego do wewnątrz i z powrotem do punktu centralnego znaku, a przy wydechu kontynuuję przesuwanie uwagi po zewnętrznej części.

Z soboty na niedzielę - 14/15.09.2013 - medytowałam ciszę w sobie przed snem i w śnieniu pojawił się we mnie nowy, bardzo krótki oddech. Kiedy oddychałam byłam skupiona także na momentach "pomiędzy" wdechem i wydechem i gdy tak oddychałam, widziałam wewnętrznym "widzeniem" coś jak znak nieskończoności, po którym przesuwała się moja "uwaga" w trakcie oddychania. Na całość znaku składał się wdech i wydech oraz "zmiana kierunku" oddychania - pomiędzy wdechem i wydechem. I wiedziałam w tym momencie, że w ten sposób rozpuszcza się kolejna granica pomiędzy "jawą" i "snem", rzeczywistością i śnieniem, (pomiędzy 3D wymiarowością a wielowymiarowością).






poniedziałek, 6 maja 2013

CZYSTY UMYSŁ I CZYSTE SERCE


Wizja z sierpnia 2010 roku


Byłam w lesie z dwojgiem znajomych. Mieliśmy tam spędzić noc. Coś się ze mną stało i poczułam, że muszę się uziemić, bo byłam atakowana przez jakieś kule... Przyklękłam na kolana, rękoma oparłam się o ziemię... moja pozycja mogła przypominać stojącą na czterech łapach niedzwiedzicę (nie wiem, skąd to skojarzenie...). Czułam, że swoje energetyczne dłonie muszę wydłużyć i wniknąć nimi do środka Ziemi, jak najgłębiej, aż do samego centrum - serca Ziemi. Podobnie "wypuściłam" takie energetyczne korzenie ze stóp. I one także wniknęły głęboko do środka Ziemi. Byłam atakowana kulami bardzo "ciężkich energii" jakby "najstraszniejszymi zdarzeniami i historiami ludzi." Te kule uderzały z wielkim impetem w moje ciało, rozciągały je, jakby moje ciało było niesamowicie elastyczne... Te kule rozciągały moje ciało tak bardzo, że gdy uderzały, to leciały wraz z "włóknami mojego ciała" hen w niebo, w kosmos, jakby chciały to moje ciało rozerwać na strzępy. 


Te kule atakowały mnie raz po raz z ogromną siłą. Wiedziałam, że jedyne, co mogłam zrobić w tej sytuacji było utrzymywanie umysłu i uczuć w jednej intencji, którą powtarzałam jak mantrę: Czysty Umysł i Czyste Serce, Czysty Umysł i Czyste Serce, Czysty Umysł i Czyste Serce... Ta sytuacja trwała chyba ze dwie godziny albo i dłużej. W pewnym momencie poczułam, że kule atakują mnie z coraz mniejszą siłą. Nie zaprzestałam jednak utrzymywania intencji i powtarzania owej "mantry". Wreszcie kule przestały mnie atakować. Wszystko wokół uspokoiło się, a ja przysiadłam na Ziemi. Czułam ogromne zmęczenie. Fizyczne także. Ale czułam się szczęśliwa. Wiedziałam, że przeszłam przez jakieś ogromnie ważne dla mnie doświadczenie. To była mocna lekcja, przede wszystkim utrzymywania czystej intencji.


więcej, ciąg dalszy tutaj:
http://tonalinagual.blogspot.com/2013/04/praca-ze-soba-z-energiami.html

niedzwiedzica....
http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2010/01/pomogam-niedzwiedziowi.html

http://tonalinagual.blogspot.com/2013/05/zawoaa-mnie-gora-sleza.html

środa, 6 lutego 2013

ŚCIEŻKA PIĘKNA, WOLNOŚCI I MIŁOŚCI...

W nocy z 31/1 stycznia

Przygotowałam "maskę Ziemi", na której ustawiłam wszystkie kryształy i pięć świec. Położyłam kamienie, pióra, postawiłam naczynie z wodą...
(...)
Siedzieliśmy w kilka osób w kręgu. Utrzymywałam przez wiele godzin uważność w swoim centrum. O niczym nie myślałam... Prowadziłam "statek kosmiczny", którym był kolorowy dywan, na którym siedzieliśmy. Wydawałam dźwięki i pieśni, które płynęły z serca, przepływały przez moje ciało. Czułam, że te dźwięki harmonizują energię w przestrzeni i przenoszą nas w stan poszerzonej świadomości. Utrzymują energie w harmonii i... uzdrawiają. W tym stanie, wszyscy jako indywidualne istoty, możemy mieć "swoje" dźwięki, ale współbrzmią one w tej innej "wymiarowości" w sposób całkowicie harmonijny.

Czułam uzdrawiającą moc tych dźwięków. Czułam, że uzdrawiają one mnie samą w innych i innych we mnie...

Wszystko jest doskonałe. WSZYSTKO. Wszystko współgra i współbrzmi ze sobą w całkowitej harmonii.

W pewnym momencie Robert zaczął delikatnie grać na bębnie, a ja poczułam w sobie pierwsze dźwięki jakiejś pieśni... Zaczęłam je najpierw cichutko wydawać pozwalając im się przejawiać tak, jak chcą... Dźwięki te same się układały w melodię i tryskały z mojego z serca, przepływały przez całe moje ciało i promieniowały w przestrzeń...

I zaśpiewałam takim głosem i taką pieśń, jak jeszcze nigdy dotąd. Czułam połączenie z różnymi ludźmi z różnych kultur... na Syberii, w stepach, w Indiach, Afryce, Australii, obu Amerykach, w Europie... Jakbyśmy wszyscy razem, w połączeniu z innymi ludźmi znajdującymi się w różnych częściach Ziemi  śpiewali wspólnie tę pieśń (wyzwolenia ?)...

Przyszło do mnie takie jasne, klarowne zrozumienie... Poczułam ogromny szacunek do wszelkich przejawów życia, do wszystkich moich nauczycieli i sprzymierzeńców, do wszystkich uzdrowicieli o nieskazitelnych sercach.

Nareszcie przyjęłam jakby... siebie z innych wymiarów... do siebie, w siebie…w tym sensie, że mimo iż wcześniej wpływały we mnie informacje, kim tu jestem i dlaczego TU jestem, to jakoś tak... do tej pory przed tym “uchylałam” się. Nie byłam jeszcze wtedy gotowa, by aż tyle przyjąć. Teraz jestem. Jestem gotowa. I teraz wiem, po co tu i teraz jestem i wiem, co mam robić - podążać za moim sercem, za prowadzeniem mojej duszy z jeszcze większą ufnością niż dotychczas. Wiem, jaka jest moja Ścieżka. Powoli to wszystko coraz bardziej się klaruje... To Ścieżka Piękna, Wolności i Miłości.

Wiem "co nieco", ale to i tak bardzo dużo w porównaniu z tym, że długo nie wiedziałam i cierpliwie czekałam na to, co teraz do mnie przychodzi. Wiem, że już dłużej nie mogę udawać, że mnie to nie dotyczy.

DZIĘKUJĘ za wszystkie błogosławieństwa CAŁEMU WSZECHŚWIATU i każdej jego cząstce i części...



***

Livia Ether właśnie zamieściła na swoim blogu 6 Styczeń 2013 o 12:58  fragment książki Atlantis Rising (rozdziału 5 pt. Yzhnuni) będącej zapisem przekazów z Syriusza, której autorką jest Patricii Cori..

"Wykorzystywanie dźwięku w uzdrawianiu i równoważeniu energii jest niesłychanie skuteczne. Wyjaśniając to w prosty sposób, fale dźwiękowe powstał‚e wskutek uderzenia we właściwą… strukturę krystaliczną aktywują pewne elementarne energie wewnątrz matrycy, które z kolei rezonują… z wielowymiarowymi częstotliwościami osoby poddawanej terapii. Podobny proces można wywołać nawet wtedy, gdy tylko próbujemy zharmonizować swoje energie w obecności kryształowej istoty. Nie sposób też w słowach wyrazić mocy wspólnego śpiewu, dostrajania czy śmiechu (to muzyka sama w sobie), gdy wzmocni się je oddziaływaniem minerałów Gai. Wiedza kapłanek z zakresu kryształowych częstotliwości decydowała o pomyślnym doborze rodzaju dźwięku, wysokości tonu, oraz częstotliwosci potrzebnych do przywrócenia równowagi w rozstrojonym systemie czakr -€“ wówczas następowało spontaniczne uleczenie na wielu różnych poziomach. Istotnie, dzięki naszej wiedzy z zakresu częstotliwości wiemy, że to właśnie dżwięk utrzymuje ciało Wszystkiego Co Jest w całości, zespala matrycę, w którą wplecione są świetlne częstotliwości świadomości. W podobny sposób [harmonijny] dźwięk utrzymuje waszą… planetę w równowadze, podczas gdy dysonans może spowodować jej rozpad. Dysponujc tym fundamentalnym zrozumieniem częstotliwoś›ci, elity u władzy, które rządzą… waszym współczesnym ś›wiatem (tak jak dawniej Ciemne Kapłaństwo), przyczynili się do tego, że Gaja balansuje na krawędzi zniszczenia….


***


I te teksty bardzo mi się kojarzą z 13.KLANOWYMI MATKAMI autorstwa Jamie Sams

***
Dziękuję Livio Ether za to przypomnienie.
Dziękuję pięknie KrysztalXD za podpowiedż, gdzie znależć tekst, który na jakiś czas znikł.
Dziękuję Damo z Łysiczką za odwiedziny i komentarz.
Przesyłam Wam serdeczności z serca


źródło 1. zdjęcia:
http://foto.recenzja.pl/Forum-album_showpage-pic_id-171043.html
źródło zdjęcia:
http://www.internetstones.com/emeralds-of-the-programa-royal-collection-corazon-emerald-agra-others.html

wtorek, 4 grudnia 2012

KRYSZTAŁOWE PIEŚNI


To już ani nie sen, ani wizja, ani śnienie...

źródło obrazka: http://www.wallpaperhere.com/Crystal_heart_12623/download_1024x768


Wczoraj (z 3.na 4.grudnia), pierwszy raz po kilku dniach, zaśpiewałam wieczorem pełnym głosem. A potem położyłam się.Wczoraj o północy, leżałam już w łóżku i poczułam nagle, że mam wstać, zebrać wszystkie kryształy, które są u mnie, i... przytulić je. Tak zrobiłam. Każdy po kolei brałam do ręki. Przykładałam do serca, głowy i brzucha, tuliłam i słuchałam. Potem, łączyłam się z każdym po kolei i śpiewałam jakąś pieśń. A to wolności, a to miłości, a z innym - harmonii. Jeden nie chciał śpiewać, chciał pomilczeć. I wtedy usłyszałam dźwięki - jakby pobrzmiewały w moim ciele - grzechotki wypełnionej kryształkami. Następne dwa kryształy: jeden duży, a drugi mały, ale długi, chciały, żeby na nich zagrać. Zagrałam, a one śpiewały. Miałam odczucie połączenia ze wszystkimi kryształami na Ziemi. A te przytulone do mnie, były jak moje dzieci. Wiem, że to dziwne, ale tak to czułam.


źródło obrazka: http://blepfo.deviantart.com/art/Crystal-Heart-173069556

piątek, 21 września 2012

WYJŚCIE POZA DUALNOŚĆ


20/21.września
Śniłam, że z palców u prawej mojej nogi wydobywa się energia – promieniowała energia w kształcie wachlarza. Widziałam kolory tej energii. Moja noga również była pokryta jakimiś pięknymi wzorami energetycznymi, które się zmieniały i pulsowały.

Świadome śnienie - medytacja
Doświadczyłam stanu, w którym zrozumiałam, że energia, którą nagle poczułam w splocie słonecznym, w zależności od tego, jaką wersję wybierze umysł, mogę nazwać albo lękiem albo radością. (Co ciekawe, nie było to zróżnicowanie między smutkiem i radością, ale właśnie lękiem i radością.) Po chwili zdałam sobie sprawę, że to chodzi nie o radość, ale wręcz o szczęśliwość. Zrozumiałam i uświadomiłam sobie, że to jest energia, która w zasadzie ma jedną i tą samą częstotliwość i może być - jako umownie ujemna – odbierana przez umysł jako lęk/strach, albo może być – jako umownie dodatnia – odbierana przez ciało jako szczęśliwość. Wyjście poza tę biegunową dualność: starach i szczęście, pozwala zrozumieć, że energia może istnieć jako nieokreślona w kategoriach biegunowych. Jest wówczas doświadczeniem przepływu przez ciała energii o pewnej zintensyfikowanej częstotliwości, która jest jedną z wielu form przejawu Miłości. Potem jeszcze poczułam, jakbym przestała myśleć umysłem, a „myślałam” sercem połączonym z całym ciałem.


czwartek, 13 września 2012

KOSMICZNA SZCZELINA


Śniła mi się jakaś "ceremonia". Robiłam to, co zwykle miałam do zrobienia - wspierałam ludzi wydając z siebie dźwięki o odpowiednich wibracjach harmonizujących różne częstotliwości energii. Po ceremonii jedna starsza kobieta podeszła do mnie i podziękowała mi, że przeprowadziłam ją do SZCZELINY… i z powrotem. Potem jeszcze jeden mężczyzna za to samo mi podziękował.

Znaczy się, że dotarli do SZCZELINY, ale przez nią jeszcze nie przeszli.
Ta szczelina to dla mnie coś w rodzaju Kosmicznego Okna.





niedziela, 9 września 2012

CEREMONIA Z ABORYGENAMI


9.września
Byłam w Australii na spotkaniu  i CEREMONII z Aborygenami (przodkami i obecnie żyjącymi gdzieś w dżungli (?) Noc, ognie, tańce, śpiewy, maski, kolory… Tańczyłam i śpiewałam razem z nimi, unosiliśmy się w tym tańcu nad ziemią i ponad Ziemią. Czułam, jak przepływają przeze mnie niesamowicie piękne i intensywne energie. Wszystkie dźwięki i tańce były jedną wielką modlitwą… ponieważ intencją ceremonii było poszerzanie świadomości całej ludzkości.



piątek, 7 września 2012

WDZIĘCZNOŚĆ


7.września
Świadomy sen o wdzięczności. Dziękowałam za wszystkie formy, za wszystkie idee, za wszystkie koncepcje, struktury, wszystkich mistrzów, kapłanów, za religie, wojny religijne, za przemoc, walkę o racje, zmuszanie innych do wiary w jakiekolwiek idee. Dziękowałam za to wszystko, obdarzałam miłością i zrozumieniem. A potem uwalniałam to wszystko w sobie i widziałam, jak wielkie poplątane węzły, które miały zróżnicowane częstotliwości drgań i rytmy, które ze sobą wciąż „walczyły”, teraz rozwijają się i drgają z różną częstotliwościami, ale w coraz większej harmonii. Uwalniałam to WSZYSTKO, co mogłam POJĄĆ łącząc się z całym STWORZENIEM we wszelkich ideach, formach, energiach oraz bytach materialnych i pozamaterialnych.

Wybaczałam WSZYSTKO SOBIE jako CAŁOŚCI (?!) Akceptowałam, rozumiałam cały swój CIEŃ i przyjęłam z miłością. Wypełniłam CIEŃ miłością. Dzięki temu stałam się uzdrowiona, uwolniona i połączona. Stałam się uzdrowioną uzdrowicielką (?) Czułam wszystkie części siebie połączone Miłością. Wszystkie czyli także te, które doprowadzały mnie wielokrotnie do zniszczenia oraz te, które próbowały mnie doprowadzać do zniszczenia.

Kocham i rozumiem wszystkie istoty. Wybaczam sobie wszystkie „muszę” i „powinnam”. Kocham siebie samą i każde odbicie tego kim i czym jestem. Kocham siebie samą i każde odbicie tego kim i czym jestem…. Z taką „mantrą” na ustach obudziłam się.