Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przenikanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przenikanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2015

MEDYTACJA - MOTYL NIESKOŃCZONOŚCI



6. lipca 2015
wizja w świadomym śnieniu na jawie:

W zasadzie jest to proste ćwiczenie transformacyjne, które pomaga harmonizować obie półkule mózgu, ale także dwie strony naszych ciał...
Pozwala na harmonizowanie tego, co "męskie" i żeńskie" w nas czyli tzw. Animy i Animusa...

1. Najpierw trzeba wyobrazić sobie pojedynczego MOTYLA NIESKOŃCZONOŚCI:







2, Kolejny krok polega na skupieniu uwagi, swojej świadomości w jednym punkcie. ,Następnie w wyobraźni wybieramy dowolny punkt - jak "maleńki wagonik na torze nieskończoności" i zaczynamy nim "poruszać się po tym torze" - Motylku Nieskończoności. Najpierw w jednym kierunku. Po kilku minutach zmieniamy kierunek i punkt porusza się w odwrotnym kierunku.

3. Kolejny krok polega na skupieniu uwagi, swojej świadomości w dwóch przeciwległych (symetrycznie położonych względem siebie) punktach, które są jak dwa "maleńkie wagoniki na torze nieskończoności".


I oba punkty (A i B) jednocześnie zaczynają poruszać się w dwóch różnych (symetrycznych) kierunkach - jakbyśmy dwiema dłońmi rysowali tego Motyla podnosząc najpierw obie do góry, potem dłonie mijają się, opadają w dół, zawijają i znów są podnoszone do góry. Ten Motyl ma dwa skrzydła.

4. Kolejny krok wymaga wyobrażenia sobie podwójnego Motyla Nieskończoności z czterema skrzydłami. 

I teraz także "startujemy" z dwóch symetrycznie ułożonych punktów wykonując w wyobraźni ruch tymi dwoma punktami - "wagonikami na torze" Motyla Nieskończoności...

Na początku można rysować w wyobraźni niezbyt dużego motyla, którego centrum umieszczamy w lub na poziomie tzw. trzeciego oka. Później możemy rysować coraz większego Motyla punkt centralny umieszczając w sercu. A dalej niech niesie cię twoja własna wyobraźnia i intuicja...

W dalszej części można w wyobraźni rysować sobie różne kształty - o innej geometrii toru tego Motyla np.:



Efekty mogą być bardzo zaskakujące, ponieważ to ćwiczenie może mocno poszerzać stany (zakres) naszej świadomości. Dzieje się tak z powodu łączenia - udrażniania połączeń neuronów prawej i lewej półkuli, a także synchronizowania ze sobą wibracji energii prawej i lewej części ciała. 



Pięknych efektów tej praktyki życzę... tym, którzy zechcą z tej "medytacji" skorzystać.


Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ The Human Butterfly Crop Circle Evolution Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

piątek, 28 września 2012

POMOC


28.września
Znów gęsta fabuła, jakieś sytuacje, uzdrawianie… ja byłam uzdrawiającą, ale ludzie wokół mnie chyba o tym nie wiedzieli. Spotkałam jednego, a później drugiego młodego mężczyznę. Znów inny świat, podobny trochę do naszego, ale zdecydowanie inny. Obaj mężczyźni byli artystami, ale dziwnie się zachowywali, jakby nie mieli żadnego połączenia z otaczającą ich rzeczywistością. Robili dziwne konstrukcje. Jeden z nich zrobił konstrukcję – dzieło sztuki, w które wplótł samego siebie i skoczył z nią do wody. Woda była lodowata i pełno było w niej kry. Woda zaczęła zamarzać wokół tego mężczyzny. Widziałam, że ten mężczyzna za chwilę zamarznie na śmierć. Nie mogłam mu pomóc. Nie mogłam ingerować w jego świecie... Ale on zawołał o pomoc... I wtedy wskoczyłam do wody i podpłynęłam do tego mężczyzny i zatrzymałam się w pewnej odległości. Już mogłam mu pomóc, bo wołał o pomoc... Spojrzał na mnie zaskoczony. Porozumieliśmy się telepatycznie. Podpłynęłam do niego bliżej. Patrzył na mnie, jakby na coś czekał. Podałam mu rękę. Wydostałam go z stamtąd na brzeg i powiedziałam mu, że mam mu coś do przekazania: że jeszcze ma parę rzeczy do zrobienia. Przyjął to ze zrozumieniem. Potem w innym pomieszczeniu pracował dalej. Siedziałam obok niego i mówiłam coś, ale w zasadzie cały czas śpiewałam. Miałam wrażenie, że moje pieśni powoli roztapiają jego serce i przywracają go do życia.  Nawiązywałam z nim bardzo „delikatny” kontakt.

2.października
I przypomniało mi się dziś właśnie, że kiedyś sama próbowałam popełnić samobójstwo. Kiedy obudziłam się rano ogromnie rozczarowana, że jestem znowu w tym świecie, usłyszałam głos, który mi powiedział, że muszę żyć, bo przyszłam tutaj, żeby zrozumieć ten świat. Zrozumiałam w tym momencie, że śmierć fizyczna od niczego nie uwalnia. Że mam tu coś do załatwienia, a jeśli nie załatwię, to i tak będę musiała wrócić...


środa, 5 września 2012

PRZENIKANIE :-)


5.września
Gęste sny. Nie pamiętam wiele, tylko tyle, że wnikałam w głębię jestestwa innych ludzi i widziałam – wiedziałam, kim są, z jakich wzorców i energii (częstotliwości) utworzone są ich tożsamości. Ale nie miałam tego zapamiętać. Wiedziałam, że tylko przepływam, mam dostęp do tych informacji tylko na tu i teraz, a nie po to by pamiętać. Czułam  wzajemne PRZENIKANIE, PRZEPŁYW, POŁĄCZENIE. Ale wiele z tych istot ludzkich nie miało pojęcia, że moglibyśmy wzajemnie tego doświadczać.

Nie ważne było  zapamiętywanie tych wszystkich informacji, ponieważ one wszystkie są zapisane w naszych sercach. Poprzez serca albo coś, co jest umieszczone w sercach wszystkich istot. mamy dostęp do tej wiedzy, ale nie poprzez umysł (w mózgu). 

czwartek, 23 sierpnia 2012

ŁĄCZENIE CZĘŚCI TOŻSAMOŚCI


23. sierpnia

Wcześniej, od kilku lat, w wielu snach i wizjach „uzdrawiałam” i uwalniałam różne części siebie, które były moimi „karmicznymi wcieleniami” czyli pochodziły ze światów umieszczonych - ogólnie mówiąc - w jakiejś przeszłości. Przyjmowałam te części siebie jako części „mojej” tożsamości. Rozpoznawałam różne wzorce, których wcześniej byłam nieświadoma, a które powodowały sporo cierpienia tamtej mnie samej. W tamtych wcieleniach bywałam zarówno kobietą jak i mężczyzną.

Później śniłam często, że łączę różne części siebie, swojej tożsamości istniejące w różnych światach: z przeszłości i przyszłości oraz teraźniejszości – w światach równoległych… Szczegółów często nie pamiętałam. Po przebudzeniu pamiętałam jedynie, że pracowałam w śnieniu nad rozwiązywaniem supłów utworzonych z poplątanych NICI*), które łączyły moje różne części z różnych światów. Ale te supły do tej pory blokowały przepływ pomiędzy wieloma częściami mnie.

Sen
Dzisiaj trafiłam do takiego świata albo raczej takiej przestrzeni, w której rozpoczął się świadomy proces łączenia różnych części siebie istniejących w tych różnych równoległych światach.

*) poplątane Nici także we śnie o MOTYLACH
i snach o pajęczych sieciach.

niedziela, 10 października 2010

Pożegnanie z mamą

A mama już nie żyje. Dopiero w rok po jej śmierci, w jednym ze snów udało mi się z nią pożegnać serdecznie i czule, w miłości. Ten sen: Ja byłam sobą w wieku takim, jakim jestem, ale moja mama była małą 7. albo 8.letnią dziewczynką i to ja wzięłam ją na ręce, tuliłam czule i mówiłam, że ją kocham. Potem obok nas pojawił się anioł. Aniołem, a właściwie anielicą, okazała się być kiedyś starsza o dwa lata siostra mojej mamy, która umarła mając osiem lat. Jednak jako anioł przejawiła się w postaci "osoby dorosłej". I - o dziwo - mama od razu ją rozpoznała jako swoją siostrę Marysię.

Wzięłyśmy się wszystkie za ręce i tańczyłyśmy taniec w powietrzu, jakbyśmy stały się wstążką wywijającą spirale i esy floresy w kosmicznym pląsie. Potem znów wróciłyśmy do swoich postaci z początku snu.

Anioł i dziewczynka trzymając się za ręce odchodziły w świetlistą dal... Patrzyłam jak się oddalają coraz bardziej. Dziewczynka aż podskakiwała z radości. Ja zostałam.I powędrowała sobie w stronę światła.

________________________________________________________________________

A tata? Dla taty teraz najważniejsze w naszych relacjach jest to, żebym była szczęśliwa, Piękne, prawda?

Znam dużo dzieci, które są traktowane tak, jak są, a wiemy, że mogłyby być traktowane inaczej. I myślę sobie, że wszystkie dzieci są urocze, inteligentne, kontaktowe, wrażliwe i dobre. Jeśli zaś są inne, to nauczyły się tej inności w szkole życia. Najczęściej od rodziców albo innych dorosłych.




środa, 10 lutego 2010

POLE ŚWIADOMOŚCI BUDDY

Przypomniała mi się wizja, jaką miałam kilka lat temu w czasie medytacji - odzyskiwania cząstek tożsamości...
Około 12 lat temu na warsztatach z Brucem Moenem nauczyłam się pewnej metody odzyskiwania różnych części swojej tożsamości... Można wytłumaczyć to w ten sposób, że w poprzednich wcieleniach żyłam w różnym czasie jako kobieta albo mężczyzna, jednak po śmierci jakieś części mojej Duszy utknęły i nie udały się tam, gdzie powinny. Takie części należało odzyskać i zaprowadzić w odpowiednie miejsce - coś w rodzaju nieba albo "uzdrowiska" dla dusz.
Przy okazji "odzyskiwania" pewnej swojej cząstki tożsamości, która okazała się być młodym pięknym Hindusem, wybrałam się w rezultacie w podróż uzdrawiająco-uwalniającą. Ten młody Hindus, mimo, że był bardzo oddanym uczniem podążającym za naukami Buddy, był bardzo nieszczęśliwy. Jako dziecko został pozbawiony możliwości uprawiania seksu, ponieważ rodzina przeznaczyła go do pełnienia funkcji eunucha należącego do świty pewnej królowej. Umarł mniej więcej około roku 1750. Ów Hindus o imieniu Kali, bardzo cierpiał z powodu, że jego ojciec - gdy on był jeszcze małym dzieckiem - zadecydował o jego kastracji. Kali nie mógł się z tym pogodzić i w rezultacie w wieku około 20 lat popełnił samobójstwo. Po śmierci utknął w miejscu, które było jego azylem. Spotkałam go siedzącego pod baldachimem w pustej kosmicznej przestrzeni modlącego się nieustannie do Buddy o przebaczenie. Gdy wraz z przewodnikiem zbliżaliśmy się do istoty, którą miałam odzyskać jako część mojej tożsamości, z  daleka wydawało mi się, że zbliżamy się do pięknej kobiety siedzącej w pozycji kwiatu lotosu, ale gdy zatrzymaliśmy się kilka metrów przed tą istotą, zobaczyłam młodego, pięknego mężczyznę o długich do pasa, czarnych włosach i śniadej cerze.
W  tej pracy odzyskiwania moim przewodnikiem - Pomocnikiem *1) w świecie niefizycznym był wtedy bardzo stary Hindus *2) . Pojawił się obok mnie, ale początkowo nie widziałam dokładnie jego rysów. Przedstawił mi się w dziwny sposób. Kiedy zapytałam go o imię, powiedział, że prościej będzie, jak będę na niego mówiła "guru". Ale nie było takiej potrzeby w naszej podróży, abym go jakkolwiek nazywała. Kiedy już udało mi się nawiązać z Kalim kontakt, kiedy wytłumaczyłam mu, po co przybyliśmy do niego razem z przewodnikiem, przewodnik zwrócił się do niego i powiedział o tym, że już czas, by Kali poszedł dalej i wyzwolił się ze swojego niefizycznego więzienia, w którym utknął. W pewnym momencie "eteryczna" postać młodego mężczyzny zaczęła zmieniać się w coś w rodzaju energetycznej kuli, która powoli zbliżała się do dłoni starego Hindusa i usadowiła w jej zagłębieniu. Przewodnik trzymał ją delikatnie jak świetlisty kolorowy bąbel.

Wówczas udaliśmy się razem z przewodnikiem do pewnego miejsca. Poruszaliśmy się w przeźroczystych kulach, które były czymś w rodzaju pojazdów. Pamiętam taki odcinek drogi, kiedy przesuwaliśmy się lecąc tuż nad poziomem morza albo oceanu…"kosmicznego oceanu"... 
Nie pamiętam, czy zanurkowaliśmy do oceanu czy polecieliśmy w kosmos. A może to nie ma różnicy? W każdym razie w pewnym momencie razem z przewodnikiem trafiliśmy do pola wypełnionego niesamowitą i gęstą energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi „vortexami”, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie. Przewodnik wypuścił z dłoni owego bąbla, który wleciał do tego energetycznego oceanu.
Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział:

- Przecież doskonale wiesz. Przypomnij sobie.
 Przypomniałam sobie. To było Pole Świadomości Buddy… W nim lub z niego właśnie powstawały różne światy.

I ten stary Hindus… 
właśnie sobie przypomniałam, że to przecież może był i Budda :-) (chyba niebiesko-błękitny), który "część mnie" jako Kalego zaprowadził do “Pola Świadomości Buddy" :-)

dodane 2014 rok
Po kilku latach, ostatnio znalazłam takie zdjęcie - obrazek:
Podobnie ja i przewodnik o imieniu guru poruszaliśmy się nad powierzchnią oceanu kosmicznego w takich "bąblowych pojazdach"

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Powrót do Pradomu...




Kiedy byłam dzieckiem przeżyłam doświadczenie, które było zachwycające, lecz którego sens zaczęłam rozumieć po wielu, wielu latach. Siedziałam sama w domu przy świeczce. I nie wiem jakim cudem wyleciałam ze swojego ciała. Widziałam siebie siedzącą na podłodze, widziałam dach domu, widziałam przestrzeń kosmosu… Leciałam w kosmos i przeleciałam granicę rozdzielenia światła i ciemności…

Znalazłam się w przestrzeni, gdzie nie było ani ciepła, ani zimna, ani światła, ani ciemności, ani dobra ani zła…żadnej dualności. Wszystko stopione w jednym. Byłam TAM najmniejszą z możliwych drobinek. Otaczał mnie olbrzymi wszechświat, nieskończony… A jednak ten cały, nieskończony wszechświat zawierał się jednocześnie we mnie, najmniejszej z możliwych drobinek. Czułam to, wiedziałam to. Byłam w PRA-DOMU.

Jakiś czas temu znów TAM wróciłam. I przypomniałam sobie… Wiem, że istnieją różne światy. Jest ich wiele. Pochodzę z różnych stron wszechświata, ale to już nieistotne. W tym tutaj świecie teraz jestem przede wszystkim. W tym tutaj świecie istnieje „dobro” i „zło”, ale wiem też, że istnieje wiele bogów i bogiń „dobrych” i „złych”, a tak naprawdę wszyscy oni są Artystami Życia. A w każdym z nas są różne cząstki tych różnych bogów i bogiń. Dlatego mamy do czynienia z karmą…

To, że istnieje pewne podobieństwo między różnymi bogami i boginiami to dla mnie oczywiste. Wszyscy jesteśmy „dziećmi bogów”. Być może różnych bogów i dlatego jako ludzkość wciąż ze sobą walczymy. A tam, w Pra-domu nie było ani bogiń, ani bogów, ani jednego boga, ani szatana nie było… Była całkowita jednia, wszędzie, nawet zawierająca się w małej drobince i wokół niej. I całkowita harmonia. Była tam cisza, a w niej wszystkie symfonie świata. I pustka i pełnia. I bez-czas, a w nim wszystkie możliwe czasy… I były wszystkie światy w jednym zharmonizowanym „organizmie”. Nie umiem inaczej tego opisać.

W tej wizji zrozumiałam także, że ów pra-dom jest w sercu każdego z nas. Poczułam to. Moja wcześniejsza tęsknota (ta od dzieciństwa), by tam wrócić zamieniła się na pragnienie działania, by przebudzić w sobie pamięć uczucia, które „stamtąd” czyli z samego środka, z głębi serca pra-domu (wszechświata ?) pochodzi.

A TAM nie było ani boga, ani bogiń, ani bogów, ani szatana ani... Była całkowita jednia, w małej drobince i wokół niej. I całkowita harmonia. Była tam cisza, a w niej wszystkie symfonie świata. I pustka i pełnia. I bezczas, a w nim wszystkie możliwe czasy... Nie umiem inaczej tego opisać.

 Jesteśmy Jednią, ale nie na poziomie świata fizycznego. Na poziomie świata fizycznego wciąż jesteśmy indywidualnymi osobami. Dlatego Ci, którzy uznają się za niemalże "pomazańców bożych" mogą traktować cały zbiór indywidualnych bytów jak "ciemną masę". A jest to możliwe dzięki stosowanym przez owych "pomazańców" manipulacjom naszymi wybujałymi "ja" (EGO) i naszymi pragnieniami, naszą pożądliwością i naszymi oczekiwaniami. Co w tej sytuacji robię? Działam: odkrywam i przypominam sobie dar harmonizowania w sobie przeciwieństw. Gdy coraz więcej sobie przypominam o swoim DOMU, coraz bardziej staję się świadoma tego, kim jestem. Jak to robię? Konsekwentnie. Jestem świadoma, że aby mogło istnieć życie, musi istnieć także śmierć. Żeby mogło istnieć dobro, musi istnieć zło. Bez śmierci nie wiedzielibyśmy, czym jest życie, a bez zła nie wiedzielibyśmy czym jest dobro.

Wyobrażałam sobie świat bez zła, tylko dobry. I dostrzegłam, że to iluzja, taka sama jak "zło". Oczywiście żyjemy w świecie iluzji, do której tak mocno jesteśmy przywiązani, że jest ona dla nas niemal "ostatecznością". Jednak jeśli TAM nie ma zła, to nie ma i dobra, gdy nie ma jednego, to nie ma także i drugiego "przeciwległego bieguna". Nie ma oceny. Jest wyłącznie coś takiego jak wszechogarniająca, bo nawet nie "bezwarunkowa" miłość.

 Z mojej wiedzy wynika, że "zło", które mnie spotyka sama kiedyś wyprodukowałam. I dla mnie to jest uczciwsze postawienie sprawy niż szukanie tego "zła" tylko na zewnątrz. "Strefa cienia" lub "ciemna strona mocy" wcale nie jest gdzieś na zewnątrz, jest we mnie, tylko kiedyś się jej wyparłam i udawałam, że to nie moje. A póki będę tak udawać i żyć iluzją tego wizerunku siebie samej, który sobie stworzyłam (bo tak mi wygodniej), to nigdy "zła" nie zrozumiem i zawsze będzie mnie straszyło.

WIZJE - Skąd pochodzę

Skąd pochodzę?


Dowiedziałam się, że nie otrzymam odpowiedzi na to pytanie, ponieważ gdybym otrzymała jakąś konkretną odpowiedź na przykład, że pochodzę z Plejad albo z Syriusza czy z innego miejsca w kosmosie i przylgnęła do tego przekonania, to przywiązałabym się do tego miejsca mocnymi więzami z powodu tego przekonania, że tylko stamtąd pochodzę. Odpowiedź zatem brzmiała:

pochodzę z różnych miejsc i różnego czasu we wszechświecie.

Potem z kolei przyszła informacja, że czas jest względny i jest to narzędzie, które "przywiązuje" nas do danej "rzeczywistości", do danego świata ograniczając w ten sposób naszą percepcję i świadomość.

Następnie zobaczyłam wyraźnie, że wszystkie istoty z |wyższej wymiarowości" ( "wyższej gęstości") są nami z innych czasoprzestrzeni. "Mogą się z nami albo my z nimi komunikować, gdy nie przywiązujemy się zbytnio do pojęcia czasu liniowego i przekonań, że istnieje tylko ten świat, który nazywamy rzeczywistością 3D.