Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIEŚNI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIEŚNI. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 stycznia 2022

INSTRUMENT Z 12. OCTAWAMI

 Widziałam instrument przypominający pianino albo raczej nowoczesne organy, które miały 12 tzw. oktaw, ale nie były to oktawy. Oktawa to tzw. interwał zawierający osiem kolejnych stopnia skali muzycznej. Ale w tym instrumencie interwał zawierał  dwanaście stopni. Pojëcie oktawa pochodzi z łaciny - octavo znaczy ósmy. A instrument, który widziałam we śnie, nie zawierał 8 dźwięków w interwale, lecz 12 (duodecima). I tych interwałów było 12. W sumie instrument obejmował skalę 12 interwałów po 12 stopni czyli w sumie 144 stopni - pojedyńczych dźwięków.

Oprócz tego instrument podobnie jak organy zawierał nie jedną, ale kilka klawiatur. Dokładnie nie pamiętam ile. Ale chyba 3 klawiatury każda po 4 interwały albo trzy z 4. interwałami.

Przy tym instrumencie siedziała kobieta, która umiała na nim grać. I miała uczyć mojego ukochanego - Risziwę gry na tym instrumencie.

środa, 8 sierpnia 2018

WIELOWYMIAROWA PIEŚŃ

 2018 rok.

W wizji widziałam w przestrzeni porozrzucane świetliste, kolorowe kulki. To były jakby nuty przestrzennego, wielowymiarowego zapisu jakiejś muzyki. Gdy te kulki pojawiały się w różnych miejscach tej przestrzeni i poruszały się, inspirowały mnie do wydawania z siebie dźwięków. Miałam odczucie, że odczytuję co najmniej czterowymiarowy zapis nutowy i śpiewam jakąś wielowymiarową pieśń. 

piątek, 1 maja 2015

ŚWIAT "SYSTEMU... DZIEWIĄTKOWEGO" I DŹWIĘKI...


Kilka dni temu, w śnieniu „widziałam” świat, ten "nasz" świat, który jest 'światem systemu dziewiątkowego', choć nazywanym jest 'światem systemu dziesiętnego'. Nazywany jest 'światem systemu dziesiętnego', ponieważ… jego podstawę tworzą cyfry:


0,1,2,3,4,5,6,7,8,9

i jest ich niby dziesięć, ale po pierwsze jest ich dziewięć plus zero, a po drugie cyfra 10 jest już jedenastą cyfrą i jest w pewnym sensie cyfrą - formą ‚scalającą’ czyli umożliwiającą uzyskanie pełnej harmonii, współbrzmienia wszystkich pozostałych dziewięciu cyfr od 1 do 9 poprzez dodanie 0 (zera) do 1 (jedynki). 1 + 0 to... cyfra 10, która w jakimś sensie „kończy dzieło” w tymże świecie i „przenosi” do… następnego świata. Ale to jest bardziej ZERO jako "brama" do następnego świata (stopnia, fazy, interwału), ponieważ 10 to 1 + 0. (Nie wiem, jak to inaczej wytłumaczyć, więc na tym poprzestanę ;-} ).

O dźwiękach:

1. W trakcie tej wizji  zaczęły wydobywać się ze mnie dziwne dźwięki. Czułam, że płyną z mojego serca i wypełniają całe moje ciało i wypływają we wszystkich kierunkach gdzieś w kosmos. Mój przyjaciel zaczął grać na mandolinie. Wiedziałam, że dźwięki ze sobą cudownie zaczynają współbrzmieć, te tutaj i te w kosmosie. Poczułam ogromny przepływ energii. Byłam skupiona i skoncentrowana maksymalnie na tych dźwiękach, ich wibracji. Czułam je całą sobą. Słyszałam dźwięki bębnów płynące i odbijające się echem z głębi kosmosu...

2. poczułam wówczas, takie dźwięki i takie wibracje, jakich wcześniej nigdy jeszcze nie czułam. I zaczęłam wydawać z siebie te dźwięki i widziałam ich energie i drgania, chociaż czułam siebie, ale tak, jakbym znikła, jakbym sama stała się tą wibracją. 

Zrozumiałam, że mam dostrajać swoje ciało do tych dźwięków. Że będę śpiewać nowe dźwięki i pieśni płynąca z serca, wibrujące w moim ciele.

3. Spojrzałam na półkę, na której leżało dużo różnych dziwnych rzeczy i sięgnęłam po zakurzony instrument, Był dziwny i niepodobny do żadnego znanego mi instrumentu. Był zrobiony jakby z jakiejś skóry zamszowej w kolorze szarym albo czarnym. Miał kilka otworów do dmuchania w nie. Gdy przyłożyłam do ust jeden z tych otworów i dmuchnęłam, z instrumentu zaczęły płynąć niesamowite, piękne dźwięki.

4. Najpierw utrzymywałam długo jeden dźwięk, który płynął przez “moje centrum”. W pewnym momencie pode mną, w zasadzie jakby pod całym pokojem, w którym byłam, otworzyło się coś… jak głęboka studnia, z której wypływał ogromny słup światła, krystalicznie czystego, uzdrawiającego, transformującego. I w tym momencie nastąpił wybuch światła... jakby z głębokiej studni połączonej z sercem Ziemi wytrysnął ogromny słup kryształowej energii i cześć tej energii poleciała hen w kosmos, a część zaczęła tryskać jak fontanna, spływać na ziemię i rozlewać się po całej Ziemi.  Wiedziałam, że ta energia wybuchła w różnych miejscach na Ziemi i rozlewa się wszędzie, na całej jej powierzchni… To nie był sen. Nie widziałam żadnych wzorców w tym świetle ani wokół.

Wiedziałam, że w tym momencie na całej Ziemi wybuchło wiele takich Źródeł, a energia z nich wypływająca jak świetlisty "potop" zalewa całą Ziemię.
(...)
Zrozumiałam, że w naszych czaszkach jest zapisana wiedza z historii ludzkości, tak, jak w naszym DNA i komórkach ciała, a także we wszystkich “warstwach” naszych ciał i mózgach oraz kościach. Także w sercach. To wibracje. Niektóre były mocno “poblokowane” i zaburzone. Można je oczyszczać transformując i… roz-wibrowując ciała, dopasowując je do wydawania coraz czystszych dźwięków. 

5. Wydawałam dźwięki i pieśni, które płynęły z serca, przepływały przez moje ciało. Czułam, że te dźwięki harmonizują energię w przestrzeni i przenoszą nas w stan poszerzonej świadomości. Utrzymują energie w harmonii i... uzdrawiają. W tym stanie, wszyscy jako indywidualne istoty, możemy mieć "swoje" dźwięki, ale współbrzmią one w tej innej "wymiarowości" w sposób całkowicie harmonijny.

Czułam uzdrawiającą moc tych dźwięków. Czułam, że uzdrawiają one mnie samą w innych i innych we mnie...

Wszystko jest doskonałe. WSZYSTKO. Wszystko współgra i współbrzmi ze sobą w całkowitej harmonii.

6. w nocy wydawałam z siebie jeszcze inne, nowe dźwięki, które rozwibrowywały moje ciało. Czułam jak potrzebowało ono tych dźwięków, by ból, który pojawił się w ciele miesiąc temu, mógł teraz zostać "uleczony"… Dziś fizycznie czuję się lepiej, ale wiem, że mam nadal rozwibrowywać tymi dźwiękami ciało.

7. Znów intensywniej poczułam swój lotos serca, który pragnął wydawać dźwięki najczystszej, wszechogarniającej miłości. Zaczęłam śpiewać. Śpiewałam po kolei różne pieśni, takie których kiedyś się nauczyłam, takie które do mnie kiedyś przyszły ("z kosmosu" mojego głębokiego wnętrza). Przyjmowałam te wibracje wszechogarniającej miłości, by mogły być wyśpiewane przez moją duszę, poprzez moje serce i ciało, dla uzdrowienia mnie samej w innych i innych we mnie… i naszego łączenia się w Jedno lub w Jednym... I nagle znów poczułam ogromne poruszenie w moim ciele na wszystkich jego poziomach.

8. Po pewnym czasie ten punkt centralny ekspandował i całe moje ciało znikło i stałam się przestrzenią pustki, ciemności - ogromnej, kosmicznej "jaskini" bez granic. Czułam bardzo subtelne, delikatne wibracje, które zaczęłam słyszeć jako dźwięk dochodzący skądś... z daleka, a jednocześnie czułam te wibracje w sobie i w centrum (miejsce w centrum serca?). I czułam te wibracje jako subtelny, piękny, krystaliczny dźwięk pustki w sobie. Wibrowałam nim cała i cichutko zaczęłam go śpiewać.

Ten dźwięk brzmiał wszędzie i odbijał się echem... coraz dynamiczniej... Częstotliwości zdawały się lekko różnicować i zgęszczać w tej przestrzeni pustki... Mimo to cały czas utrzymywałam ten jeden, krystaliczny dźwięk centrum... 

____
I zauważyłam coś jeszcze: podobieństwo brzmienia dwóch słów:
dzi(e)wię(ć)  - dźwięć i dźwię(k)...
I inne słowo też bliskie... DZIĘKI. :-)

niedziela, 29 grudnia 2013

PRZYJĘCIE ENERGII WZORCÓW BÓLU I CIERPIENIA...


W czasie medytacji - wejścia wewnątrz siebie... 
w nocy z 21. na 22. grudnia 
przeżyłam głębokie, trudne, ale i piękne doświadczenie...

1) Poczułam wibracje serca. Skupiłam się na nich... i rozpoznałam wewnętrzną intencję duszy: jestem w służbie Jedni. Miałam utrzymywać tę rozpoznaną, przypomnianą intencję, mimo całego zalewu myśli, które przepływały przez mój umysł; latały wokół... te, co inni wysyłają do różnych nadawców oraz pod moim adresem. Jest ich zawsze pełno wszędzie, ale tym razem były odczuwałam je bardzo intensywnie Mój umysł wyłapywał te myśli, które jeszcze w jakiś sposób rezonowaly z wibracjami i emocjami zapisanymi w moim ciele jako węzełki. Przyglądałam się im, gdy supełki rozwiązywałam, myśli znikały… gdy znów pojawiały się, wibracje w ciele świadomie "u-elastyczniałam"... Rozwibrowując te węzełki, rozpuszczając ich "twardość" rozwiązując.  I utrzymywałam tylko te myśli, które przejawiały się poprzez serce - coś jak intencje mojej duszy. 

Mam ufać, całkowicie ufać w wewnętrzne prowadzenie duszy, w to, co czuję w sercu i w ciele. Wszystko, co robię jest doskonałe, nawet jeśli jest to trudne dla mnie i dla innych z jakichś powodów. Mam w pełni akceptować to, co się przeze mnie przejawia bez względu na to, jak to oceniają i odbierają inni. Mam ufać nawet, gdyby mnie wszyscy odrzucili. To wszystko już wcześniej wiedziałam, - to była wiedza i informacje, które już do mnie docierały, ale teraz świadomie dokonywałam jeszcze głębszych zmian w polu energetyczno-fizycznym mojego ciała. To było coś, jak kolejne "umieranie", konieczne do przetransformowania struktury Kwiatu Życia, a latające wokół i przeze mnie myśli próbowały zatrzymać ten proces. W pewnym momencie czułam jak moje ciało wibruje różnymi częstotliwościami - różnymi emocjami i próbuje je ze sobą harmonizować. Trwało to długo i nie było łatwe. Gdy ciało uspokoiło się, wypełniło mnie uczucie miłości; w sercu i całym ciele... i wy-promieniowywało tę miłość... Wydawałam z siebie nowe, dziwne dźwięki  których uczyłam się przez ostatni rok, a może i dłużej do których przygotowywałam moje ciało. Śpiewałam cichutko czując ogromną potrzebę wydawania tych dźwięków serca i odczuwania ich wibracji; wibracji, która harmonizuje w ciele te wszystkie, czasem bardzo różne od siebie częstotliwości kosmiczne. Doświadczałam także bycia świadomą i mocno osadzoną w tu i teraz. Było to intensywne i potrzebowałam odpocząć. Moje ciało uspokoiło się na pewien czas, chociaż wiedziałam, że ten proces będzie toczył się dalej, że to nie koniec.

2)
Zaczęłam powoli czuć, wokół mnie pojawiła się nowa energia i wnikała w moje ciało. Czułam, jakbym zbierała na swoje ciało cały ból, jaki doznała ludzkość (?) w całej historii w tym świecie albo jaki jest u podstaw "struktury" i/lub "natury tego świata... Zwracając się do Bogini Matki, która stworzyła Ziemię czułam, że oddaję jej, przekazuję energię tego całego bólu, który przepływał przez moje ciało. W jakiejś mierze był to także ból, ktory wypływał z innych ludzi, ale był także moim bólem. Jakbym w ten sposób "uwalniała" siebie w innych i innych w sobie. W tym momencie powróciło przypomnienie o 13. Matce Klanowej, która odebrała od swoich 12. Sióstr ich wszystkie doświadczenia, jakich kiedykolwiek doznały. Były to uczucia i emocje o bardzo zróżnicowanym zakresie częstotliwości, jednak dominującym był ból. I to nie tyle fizyczny, nawet bardziej ten mentalno-psychiczny. 

(Pamiętałam, że po przyjęciu tych doświadczeń od swoich Sióstr, 13. Matka Klanowa urodziła Kryształową Czaszkę...)

Przyjmując te doświadczenia odczuwałam coraz mocniejsze wibracje w ciele... te, które moglibyśmy określić jako piękne i cudowne, ale przede wszystkim także te bardzo trudne i związane z ogromnym bólem i cierpieniem. Przyjmowałam te wibracje w siebie z intencją przesyłania i oddawania ich Matce Ziemi - tej, która stworzyła Ziemię. Cały czas śpiewałam, raz ciszej, raz głośniej wydawałam z siebie dzwięki serca. Czułam potrzebę, by z serca i poprzez serce dzwięki te "uzdrawiały", uwalniały i harmonizowały moje ciało rozwibrowane tak ogromnie zróżnicowanymi częstotliwościami różnych doświadczeń moich sióstr... i braci na Ziemi. Tych wszystkich doświadczeń, które stworzyła Matka Ziemi. I znów na chwilę ciało się uspokoiło, gdy energie zostały przesłane bogini Matce. Znów wiedziałam, że to nie koniec, że czeka mnie coś jeszcze - dalszy etap Spokojnie oddychałam i czułam swoje serce, jak promieniuje z niego energia i wypełnia moje ciało na jego wszystkich poziomach.

3)
Znów intensywniej poczułam swój lotos serca, który pragnął wydawać dzwięki najczystszej, wszechogarniającej miłości. Zaczęłam śpiewać. Śpiewałam po kolei różne pieśni, takie których kiedyś się nauczyłam, takie które do mnie kiedyś przyszły ("z kosmosu" mojego głębokiego wnętrza). Przyjmowałam te wibracje wszechogarniającej miłości, by mogły być wyśpiewane przez moją duszę, poprzez moje serce i ciało, dla uzdowienia mnie samej w innych i innych we mnie i naszego łączenia się w Jedno lub w Jednym... I nagle znów poczułam ogromne poruszenie w moim ciele na wszystkich jego poziomach. Tym razem... cały ból, całe tak zwane zło czy cierpienie zaczęłam przyjmować w siebie jako... matka, która je stworzyła. Pamiętałam w tym momencie, że jestem w służbie Jedni, że moje ciało ofiarowałam do uwolnienia w sobie tych wszystkich wzorców, które je powodowały. Moje ciało wibrowało... Trzymałam się dłonią za twarz i poruszałam szczęką jakbym masowała zastałe w niej struktury, które blokowały pewne energie w moim ciele... W tym momencie wszedł i podszedł do mnie J. Chciał mi pomóc. Wiedziałam, że wydawało mu się, że zbyt cierpię, dlatego delikatnie dotknął moich dłoni, aby zatrzymać to, co się ze mną działo. Wiedziałam, że robi to z miłości, ale jednocześnie wiedziałam, że on nie rozumie wszystkiego, co się ze mną dzieje. I przypomniała mi się przypowieść o człowieku i motylu w kokonie:

Gdy człowiek zobaczył motyla w kokonie, wydawało mu się, że on cierpi i postanowił mu pomóc wydostać się z kokonu. Delikatnie rozerwał kokon. Mimo to motyl nie wylatywał. Wtedy człowiek zwrócił się do motyla:
- Dlaczego nie wychodzisz z kokona? Spójrz, możesz już wylecieć.
- Widzisz, moje skrzydła jeszcze nie wykształtowały się całkowicie. - powiedział motyl. - Potrzebują substancji, która zawarta jest w kokonie. Potrzebują nasycić się nią, by mogły się rozwinąć i bym mógł stać się motylem.

Ale ponieważ czułam miłość do J. i wdzięczność... nawet za to, że nie rozumiał, co się ze mną dzieje w tej chwili, dlatego pozwoliłam mu "pomóc" sobie. Przytuliłam się do J. Na chwilę uspokoiłam się i poczułam, że on także się uspokoił. Wtedy mnie zostawił samą. Gdy J. odszedł, cofnęłam się do momentu przed - zanim on podszedł do mnie. Najpierw potrzebowałam na powrót "skleić rozerwany kokon"...

Moja świadomość znów ekspandowała i zaczęłam przyjmować w siebie energie bólu i cierpienia, które kiedyś stworzyłam starając się roztopić w moim sercu to, co byłam w stanie. Teraz pojawił się w moim sercu dźwięk, który pomagał mi zaabsorbować te częstotliwości w sobie i harmonizować w sobie tę ogromną różnorodność częstotliwości kosmiczno-ziemskich energii. Przyjęłam całkowitą odpowiedzialność za to, co "stworzyłam" czy raczej za to co przejawiało się w tym świecie. Tak... przyjmuję wszystko... Kiedyś wierzyłam, że właśnie to i jedynie to jest prawdziwe. A to była iluzja.

Nie znaczy to, że jestem tą boginią, która stworzyła wszystko, ale na jakimś poziomie poszerzonej świadomości nią TAKŻE JESTEM.

Powoli dochodziłam "do siebie". Ciało było tak rozwibrowane, że potrzebowałam czasu, by się na powrót całkowicie scaliło i zharmonizowało...

Miałam w sobie niesamowity wręcz spokój, pokój. Byłam miłością i zrozumieniem. Czułam wdzięczność za to, co się wydarzyło. I ufność w wewnętrze prowadzenie duszy...

Pamiętam różne swoje dotychczasowe doświadczenia z medytacji - wglądów w siebie. Kiedyś poczułam współodpowiedzialność za to, co tworzyłam wraz z innymi (to było prostsze). Łączyłam się kiedyś ze świadomością matki odrzuconej przez swoje dzieci, matki zabijającej z rozpaczy swoje dzieci, dzieci zabijających swoją matkę, łączyłam się ze świadomością Matki Galaktyki, która rodzi i pochłania gwiazdy, mgławice i wszelkich jej 'potomków'. Tamto doświadczenie było bardziej odczuwane na poziomie energetycznych transformacji procesów tworzena i anihilacji, narodzin i umierania... A teraz połączyłam się ze świadomością matki przyjmując całkowitą odpowiedzialność za to, co stworzyła. Choć przecież w tym życiu nie mam swoich "własnych" (biologicznie) dzieci i nie stworzyłam w tym życiu wszystkiego...

Jestem w służbie Jedni i mam robić to, co robię w pełnym zaufaniu do wewnętrznego prowadzenia. Czułam i jestem świadoma, że niektórzy ludzie mogą tego nie rozumieć; że mogą oceniać mnie i moje działania na różne sposoby. Lecz mam pozostać w całkowitej ufności w wewnętrzne prowadzenie duszy. Poczułam niemal fizycznie połączenie ze wszystkimi ludźmi oraz ze wszystkim, co istnieje na Ziemi... znów poczułam wszechogarniającą miłość, spokój i harmonię. I ogromną wdzięczność. Ufam, ufam, ufam... że wszystkie moje działania i nie-działania są doskonałe; w służbie poszerzania świadomości, abyśmy mogli powrócić w harmonii do świadomości Jedni - ci wszyscy, którzy są na to gotowi.

I odczułam w sobie ogromną zmianę... jakkolwiek, ktokolwiek może to rozumieć... Teraz mogę istnieć, działać, nie-działać już zupełnie inaczej, jak dotychczas.

Dziękuję, dziękuję, dziękuję...
Wszystko, czego doświadczam jest doskonałe... tu i teraz.

Prowadzą mnie nasi Przodkowie - my sami z innych światów czy wymiarowości.

Moje życie jest procesem... zmiennym, raz bardziej, raz mniej dynamicznym... samopoznania...

środa, 6 lutego 2013

ŚCIEŻKA PIĘKNA, WOLNOŚCI I MIŁOŚCI...

W nocy z 31/1 stycznia

Przygotowałam "maskę Ziemi", na której ustawiłam wszystkie kryształy i pięć świec. Położyłam kamienie, pióra, postawiłam naczynie z wodą...
(...)
Siedzieliśmy w kilka osób w kręgu. Utrzymywałam przez wiele godzin uważność w swoim centrum. O niczym nie myślałam... Prowadziłam "statek kosmiczny", którym był kolorowy dywan, na którym siedzieliśmy. Wydawałam dźwięki i pieśni, które płynęły z serca, przepływały przez moje ciało. Czułam, że te dźwięki harmonizują energię w przestrzeni i przenoszą nas w stan poszerzonej świadomości. Utrzymują energie w harmonii i... uzdrawiają. W tym stanie, wszyscy jako indywidualne istoty, możemy mieć "swoje" dźwięki, ale współbrzmią one w tej innej "wymiarowości" w sposób całkowicie harmonijny.

Czułam uzdrawiającą moc tych dźwięków. Czułam, że uzdrawiają one mnie samą w innych i innych we mnie...

Wszystko jest doskonałe. WSZYSTKO. Wszystko współgra i współbrzmi ze sobą w całkowitej harmonii.

W pewnym momencie Robert zaczął delikatnie grać na bębnie, a ja poczułam w sobie pierwsze dźwięki jakiejś pieśni... Zaczęłam je najpierw cichutko wydawać pozwalając im się przejawiać tak, jak chcą... Dźwięki te same się układały w melodię i tryskały z mojego z serca, przepływały przez całe moje ciało i promieniowały w przestrzeń...

I zaśpiewałam takim głosem i taką pieśń, jak jeszcze nigdy dotąd. Czułam połączenie z różnymi ludźmi z różnych kultur... na Syberii, w stepach, w Indiach, Afryce, Australii, obu Amerykach, w Europie... Jakbyśmy wszyscy razem, w połączeniu z innymi ludźmi znajdującymi się w różnych częściach Ziemi  śpiewali wspólnie tę pieśń (wyzwolenia ?)...

Przyszło do mnie takie jasne, klarowne zrozumienie... Poczułam ogromny szacunek do wszelkich przejawów życia, do wszystkich moich nauczycieli i sprzymierzeńców, do wszystkich uzdrowicieli o nieskazitelnych sercach.

Nareszcie przyjęłam jakby... siebie z innych wymiarów... do siebie, w siebie…w tym sensie, że mimo iż wcześniej wpływały we mnie informacje, kim tu jestem i dlaczego TU jestem, to jakoś tak... do tej pory przed tym “uchylałam” się. Nie byłam jeszcze wtedy gotowa, by aż tyle przyjąć. Teraz jestem. Jestem gotowa. I teraz wiem, po co tu i teraz jestem i wiem, co mam robić - podążać za moim sercem, za prowadzeniem mojej duszy z jeszcze większą ufnością niż dotychczas. Wiem, jaka jest moja Ścieżka. Powoli to wszystko coraz bardziej się klaruje... To Ścieżka Piękna, Wolności i Miłości.

Wiem "co nieco", ale to i tak bardzo dużo w porównaniu z tym, że długo nie wiedziałam i cierpliwie czekałam na to, co teraz do mnie przychodzi. Wiem, że już dłużej nie mogę udawać, że mnie to nie dotyczy.

DZIĘKUJĘ za wszystkie błogosławieństwa CAŁEMU WSZECHŚWIATU i każdej jego cząstce i części...



***

Livia Ether właśnie zamieściła na swoim blogu 6 Styczeń 2013 o 12:58  fragment książki Atlantis Rising (rozdziału 5 pt. Yzhnuni) będącej zapisem przekazów z Syriusza, której autorką jest Patricii Cori..

"Wykorzystywanie dźwięku w uzdrawianiu i równoważeniu energii jest niesłychanie skuteczne. Wyjaśniając to w prosty sposób, fale dźwiękowe powstał‚e wskutek uderzenia we właściwą… strukturę krystaliczną aktywują pewne elementarne energie wewnątrz matrycy, które z kolei rezonują… z wielowymiarowymi częstotliwościami osoby poddawanej terapii. Podobny proces można wywołać nawet wtedy, gdy tylko próbujemy zharmonizować swoje energie w obecności kryształowej istoty. Nie sposób też w słowach wyrazić mocy wspólnego śpiewu, dostrajania czy śmiechu (to muzyka sama w sobie), gdy wzmocni się je oddziaływaniem minerałów Gai. Wiedza kapłanek z zakresu kryształowych częstotliwości decydowała o pomyślnym doborze rodzaju dźwięku, wysokości tonu, oraz częstotliwosci potrzebnych do przywrócenia równowagi w rozstrojonym systemie czakr -€“ wówczas następowało spontaniczne uleczenie na wielu różnych poziomach. Istotnie, dzięki naszej wiedzy z zakresu częstotliwości wiemy, że to właśnie dżwięk utrzymuje ciało Wszystkiego Co Jest w całości, zespala matrycę, w którą wplecione są świetlne częstotliwości świadomości. W podobny sposób [harmonijny] dźwięk utrzymuje waszą… planetę w równowadze, podczas gdy dysonans może spowodować jej rozpad. Dysponujc tym fundamentalnym zrozumieniem częstotliwoś›ci, elity u władzy, które rządzą… waszym współczesnym ś›wiatem (tak jak dawniej Ciemne Kapłaństwo), przyczynili się do tego, że Gaja balansuje na krawędzi zniszczenia….


***


I te teksty bardzo mi się kojarzą z 13.KLANOWYMI MATKAMI autorstwa Jamie Sams

***
Dziękuję Livio Ether za to przypomnienie.
Dziękuję pięknie KrysztalXD za podpowiedż, gdzie znależć tekst, który na jakiś czas znikł.
Dziękuję Damo z Łysiczką za odwiedziny i komentarz.
Przesyłam Wam serdeczności z serca


źródło 1. zdjęcia:
http://foto.recenzja.pl/Forum-album_showpage-pic_id-171043.html
źródło zdjęcia:
http://www.internetstones.com/emeralds-of-the-programa-royal-collection-corazon-emerald-agra-others.html

niedziela, 23 grudnia 2012

CEREMONIE ŚPIEWAJĄCYCH KRYSZTAŁOWYCH CZASZEK


W nocy z 22.na 23.grudnia...
w pewnym momencie poczułam jakby połączenie z "ceremonią" Śpiewających Kryształowych Czaszek. To są kobiety.  Czułam, połączenie z różnymi miejscami na całej Ziemi.

Czułam jak energia przepływa i łączy się w wielu miejscach na Ziemi...

Oczyszczałam, transformowałam w sobie, a może poprzez siebie energie bólu, rozpaczy, cierpienia na najgłębszych dostępnych mi poziomach istnienia ludzkiej istoty. Przechodziły przeze mnie fale. To było trochę jak poród, który był jednocześnie aktem oczyszczenia. Poród, w którym chodziło o narodziny istoty uwolnionej od bólu, cierpienia, oceniania, walki, przywiązania, zniewolenia... Istot, które będą żyły w wolności, miłości, ufności, zrozumieniu, harmonii współbrzmienia ze sobą wzajemnie...
To był poród istoty całkowicie wolnej, która jest miłością, zrozumieniem, wolnością, ufnością, mądrością, radością życia, która jest wielowymiarowa i świadoma połączenia z Całością.

Najpierw utrzymywałam długo jeden dźwięk, który płynął przez “moje centrum”. W pewnym momencie pode mną, w zasadzie jakby pod całym pokojem, w którym byłam, otworzyło się coś… jak głęboka studnia, z której wypływał ogromny słup światła, krystalicznie czystego, uzdrawiającego, transformującego. I w tym momencie nastąpił wybuch światła... jakby z głębokiej studni połączonej z sercem Ziemi wytrysnął ogromny słup kryształowej energii i cześć tej energii poleciała hen w kosmos, a część zaczęła tryskać jak fontanna, spływać na ziemię i rozlewać się po całej Ziemi.  Wiedziałam, że ta energia wybuchła w różnych miejscach na Ziemi i rozlewa się wszędzie, na całej jej powierzchni… To nie był sen. Nie widziałam żadnych wzorców w tym świetle ani wokół.

Wiedziałam, że w tym momencie na całej Ziemi wybuchło wiele takich Źródeł, a energia z nich wypływająca jak świetlisty "potop" zalewa całą Ziemię.

Poczułam też, jak następuje rozwarstwianie się rzeczywistości na różne wymiarowości i różne światy; że ludzie w tym momencie świadomie lub nieświadomie dokonują wyborów "sposobów" kontynuacji swojego istnienia. Takich momentów będzie jeszcze wiele. Czas, który teraz nastąpił jest czasem podejmowania decyzji, czasem rozwarstwiania się rzeczywistości. Nie mam pojęcia, jakie będą tego skutki. 

Zrozumiałam, że w naszych czaszkach jest zapisana wiedza z historii ludzkości, tak, jak w naszym DNA i komórkach ciała, a także we wszystkich “warstwach” naszych ciał i mózgach oraz kościach. Także w sercach. To wibracje. Niektóre były mocno “poblokowane” i zaburzone. Można je oczyszczać transformując i… roz-wibrowując ciała, dopasowując je do wydawania coraz czystszych dźwięków. Wibracje płynące z serca są wibracjami, które nas przeprowadzają do PIĄTEGO ŚWIATA HARMONII.

Dawno temu w ceremoniach Śpiewających Kryształowych Czaszek (o ruchomych żuchwach) uczestniczyli wyłącznie ludzie gotowi na pełne PRZEBUDZENIE (oświecenie). A celem takich ceremonii było całkowite oczyszczanie wzorców starego świata "uwalnianie" czy tez "uzdrawianie" KARMY, jaką przyjmujemy wcielając się na Ziemię.

Dopiero po oczyszczeniu tej karmy wchodzi się głębiej i ludzie wtedy zaczną otrzymywać nowe “wibracje” płynące bezpośrednio ze Źródła Galaktyki, poprzez Słońce płynące do centrum (serca) Ziemi… Będziemy wiedzieć o tym, jakie relacje i życie będziemy tworzyli w PIĄTYM ŚWIECIE HARMONII.

Dlatego Kryształowymi Czaszkami o ‘ruchomych żuchwach’ stawały się żywe istoty ludzkie o ‘wyższej’ czy raczej poszerzonej świadomości, świadomości połączenia ze Źródłem Wszystkiego Co Jest, świadomości JEDNI. To istoty o czystych umysłach i sercach [odblokowanych i otwartych na całkiem nowe wibracje w ciałach]. Tylko one były w stanie przyjąć na siebie role przewodniczek i wiedzę, która wprowadzić ma ludzkość w PIĄTY ŚWIAT HARMONII. Do tej wiedzy dostępu nie mają nawet “najwyżsi” kapłani – mężczyźni. One były i są, i będą zawsze przewodniczkami do PIĄTEGO Świata. …

Proszę nie mylić PIĄTEGO Świata z Nowym Światem czyli tzw. New Age – to coś innego, tam nadal królują bractwa z pomysłem na jedną religię i kontynuację patriarchatu oraz wszyscy “świetliści”, co wierzą, że ktoś ich zbawi albo zabierze stąd bez ich świadomego rozpoznania po co tu i teraz, w tym świecie żyją. Ale to też już było. Najwyżej sobie “zejdą”, przejdą do tamtych “starych” albo innych, jeszcze bardziej "atrakcyjnych" światów. Bo wszystko było, jest i będzie. Niektóre dusze potrzebują nadal doświadczeń, które są dostępne w tych innych światach.

A wszystkie instalowane sztucznie siatki i siateczki, merkaby itp. niczego nie zmienią w NATURZE ani w energii ZIEMI i energiach KOSMICZNEGO PLANU. Poza tym kamienie lubią w ziemi wędrować. Wiem coś o tym. Więc nawet jeśli ktoś gdzieś powsadzał kryształy tworząc sieci, to dawno już może ich tam nie być, bo one poszły sobie tam, gdzie chciały i potrzebowały.

PRA-Bogini, PRA-Matka tym razem nikogo nie będzie niszczyła. Zresztą tak, jak nigdy wcześniej nikogo nie niszczyła. Każdy po prostu dostanie to, co dla ewolucji i rozwoju jego lub jej duszy oraz świadomości JEST POTRZEBNE.

Teraz zmieniają się częstotliwości i będzie sporo czasu, by ludzie mogli się rozwibrować do nowych częstotliwości i nowych dźwięków. Naprawdę jeszcze jest sporo czasu liczonego najprawdopodobniej w latach. Ale to już rzeczywiście “ostatni dzwonek”. Każdy, kto będzie chciał przejść do Świata Harmonii, przejdzie. Tylko intencja w takim przypadku musi być nieskazitelna i poparta uczciwą pracą nad sobą, rozpoznawania wzorców, które nie służą i powstrzymują przed płynną, naturalną zmiennością - PRZEPŁYWEM.

Chcesz to wierz, a jak chcesz, to nie wierz… Takie jest moje doświadczenie i rozpoznanie.
Może zarezonuje z Twoim sercem, a może nie.


wtorek, 4 grudnia 2012

KRYSZTAŁOWE PIEŚNI


To już ani nie sen, ani wizja, ani śnienie...

źródło obrazka: http://www.wallpaperhere.com/Crystal_heart_12623/download_1024x768


Wczoraj (z 3.na 4.grudnia), pierwszy raz po kilku dniach, zaśpiewałam wieczorem pełnym głosem. A potem położyłam się.Wczoraj o północy, leżałam już w łóżku i poczułam nagle, że mam wstać, zebrać wszystkie kryształy, które są u mnie, i... przytulić je. Tak zrobiłam. Każdy po kolei brałam do ręki. Przykładałam do serca, głowy i brzucha, tuliłam i słuchałam. Potem, łączyłam się z każdym po kolei i śpiewałam jakąś pieśń. A to wolności, a to miłości, a z innym - harmonii. Jeden nie chciał śpiewać, chciał pomilczeć. I wtedy usłyszałam dźwięki - jakby pobrzmiewały w moim ciele - grzechotki wypełnionej kryształkami. Następne dwa kryształy: jeden duży, a drugi mały, ale długi, chciały, żeby na nich zagrać. Zagrałam, a one śpiewały. Miałam odczucie połączenia ze wszystkimi kryształami na Ziemi. A te przytulone do mnie, były jak moje dzieci. Wiem, że to dziwne, ale tak to czułam.


źródło obrazka: http://blepfo.deviantart.com/art/Crystal-Heart-173069556

czwartek, 13 września 2012

ZNIKŁAM I UCZYŁAM SIĘ NOWYCH WIBRACJI i DZWIĘKÓW



Początek września tego roku... tę wizję miałam, kiedy siedziałam w nocy na ziemi z bosymi stopami. Kilkanaście metrów ode mnie było ognisko, ale potrzebowałam być sama. Medytowałam. J. wówczas podszedł do mnie i zapytał, czy przynieść mi skarpetki, bo noc była dosyć chłodna. Ale podziękowałam i odmówiłam, ponieważ wiedziałam, że jeśli bym założyła wówczas skarpetki, to straciłabym to głębokie połączenie z Ziemią, jakie miałam. Odniosłam wrażenie jakby znikło moje ciało. Co ciekawe, widziałam światło kolorowych punkcików korali na szyi, które sama "utkałam" i niektóre wzory z muszelek na mojej tybetańskiej spódnicy... Reszta ciemność. Te wzory drgały z pewną częstotliwością i zamieniły się w drgające niteczki. Moja świadomość podążyła za tymi niteczkami. "Widziałam", a może bardziej czułam - na prawdę to trudno opisać - że Ziemia miała mocną i piękną energię. Czułam te drgania i wiedziałam, że Ziemia jest połączona ze Słońcem i że współbrzmią ze sobą w pełnej harmonii. I że te wibracje łączą też planety ze sobą, a może nawet całą galaktykę... Czułam te wibracje i widziałam jak wiry, widziałam wiele wirów, które współbrzmiały w coraz większej harmonii.. Miałam odczucie, jakby to był jakiś początek kosmicznego (twórczego) aktu (?) Wiedziałam, że Ziemia jest gotowa na całkiem nowe pieśni, że czeka, by je zacząć śpiewać… Czy komuś zależy, żeby te nowe pieśni się nie przejawiły, by wciąż brzmiały stare?
To pytanie już jest mało istotne. Tamto moje pytanie nie ma już znaczenia. Bo poczułam wówczas, takie dźwięki i takie wibracje, jakich wcześniej nigdy jeszcze nie czułam. I zaczęłam wydawać z siebie te dźwięki i widziałam ich energie i drgania, chociaż czułam siebie, ale tak, jakbym znikła, jakbym sama stała się tą wibracją. 

Zrozumiałam, że mam dostrajać swoje ciało do tych dźwięków. Że będę śpiewać nowe dźwięki i pieśni płynąca z serca, wibrujące w moim ciele.



KOSMICZNA SZCZELINA


Śniła mi się jakaś "ceremonia". Robiłam to, co zwykle miałam do zrobienia - wspierałam ludzi wydając z siebie dźwięki o odpowiednich wibracjach harmonizujących różne częstotliwości energii. Po ceremonii jedna starsza kobieta podeszła do mnie i podziękowała mi, że przeprowadziłam ją do SZCZELINY… i z powrotem. Potem jeszcze jeden mężczyzna za to samo mi podziękował.

Znaczy się, że dotarli do SZCZELINY, ale przez nią jeszcze nie przeszli.
Ta szczelina to dla mnie coś w rodzaju Kosmicznego Okna.





niedziela, 9 września 2012

CEREMONIA Z ABORYGENAMI


9.września
Byłam w Australii na spotkaniu  i CEREMONII z Aborygenami (przodkami i obecnie żyjącymi gdzieś w dżungli (?) Noc, ognie, tańce, śpiewy, maski, kolory… Tańczyłam i śpiewałam razem z nimi, unosiliśmy się w tym tańcu nad ziemią i ponad Ziemią. Czułam, jak przepływają przeze mnie niesamowicie piękne i intensywne energie. Wszystkie dźwięki i tańce były jedną wielką modlitwą… ponieważ intencją ceremonii było poszerzanie świadomości całej ludzkości.



piątek, 15 czerwca 2012

WIELKA CEREMONIA KOSMICZNA

To nie był sen. To była wizja na jawie w środku nocy. Siedzieliśmy przy ogniu z przyjaciółmi. Siedzieliśmy w ciszy. To było jak medytacja. Ta wizja trwała bardzo długo i miała swoje różne etapy. 

Wszyscy przygotowujemy się do wielkiej kosmicznej ceremonii. Do tej ceremonii przygotowują się wszystkie planety i księżyce naszego układ słonecznego, wszystkie słońca, cała galaktyka, a może i wszystkie galaktyki... To będzie ceremonia połączenia ŚWIADOMOŚCI. Wszystko ze wszystkim się połączy, a każda istota w kosmosie, w tym również każda istota ludzka będzie mogła doświadczyć tego połączenia ŚWIADOMOŚCI.  Wszystkie nasze dusze, w każdym ciele, w każdej formie połączą się ze sobą i będą miały możliwość wymienić się "swoimi doświadczeniami" z CAŁOŚCIĄ. To będzie coś, jak jeden ogromny akt kosmicznego połączenia i zanurzenia Całości wraz ze  wszystkimi jej najdrobniejszymi częściami w KOSMICZNYM OCEANIE WSZECHOGARNIAJĄCEJ MIŁOŚCI... 

I wiem, że będzie to czas, kiedy wszystkie istoty będą mogły przypomnieć sobie wszystko, co zakryte jest przed nimi zasłoną NIE-ŚWIADOMOŚCI.  Nie wiem, czy wszyscy tego doznają, wiem, że nie wszyscy to zapamiętają.

... i jeszcze coś kojarzyło mi się, że to nastąpi po Powrocie Bogini...  

W trakcie tej wizji  zaczęły wydobywać się ze mnie dziwne dźwięki. Czułam, że płyną z mojego serca i wypełniają całe moje ciało i wypływają we wszystkich kierunkach gdzieś w kosmos. Mój przyjaciel zaczął grać na mandolinie. Wiedziałam, że dźwięki ze sobą cudownie zaczynają współbrzmieć, te tutaj i te w kosmosie. Poczułam ogromny przepływ energii. Byłam skupiona i skoncentrowana maksymalnie na tych dźwiękach, ich wibracji. Czułam je całą sobą. Słyszałam dźwięki bębnów płynące i odbijające się echem z głębi kosmosu...

I że będzie to miało miejsce za jakieś 30-40 lat... (?)


Nad ranem dowiedziałam się, że mój przyjaciel w pewnym momencie, kiedy zaczął grać na mandolinie, zaczął stroić struny w mandolinie próbując dostroić jej brzmienie do dźwięków, które wydawałam z siebie albo które raczej przeze mnie przepływały.

sobota, 5 maja 2012

MEDYTACJA W CENTRUM SŁONCA

To właściwie wizja w medytacji...



Znalazłam się we wnętrzu Słońca. W samym centrum. Byłam bardzo skupiona, skoncentrowana, właściwie to... zogniskowana. Miałam połączenie z Łonem Galatyki - Słońcem, którego wnętrze, podobnie, jak naszego jest Ciemne. Nie wiedziałam, w którym Słońcu JESTEM, czy tym "naszym" czy Galaktycznym Łonie, ale czuł.am je jakby pulsowały naprzemiennie... Czułam przepływającą przeze mnie energię o różnych częstotliwosciach. Wokół mnie krążyła energia podobna do Wielkiej Trąby Powietrznej, która zbierala z Przestrzeni różne... "stare śmieci", wzorce myślowe, idee, przekonania i "nasiona"...   Czułam wielka obfitość Jej zawartości. Czułam, jak tę Trąbę tworzą cztery wiatry płynące z czterech kierunków i zawijające się i łączące się spiralnie ze sobą w Trąbie. Zwężona - najcieńsza część Trąby powietrznej kończyła się we mnie. Czułam miłość, najpiękniejszą ze wszystkich "boskich" kreacji. To była ewidentnie żeńska, Pramatczyna energia. Czułam, jak to wszystko, co zbiera Trąba, transformuje się we mnie na najczystszą miłość wszechogarniającą. Czułam nieskończony przepływ miłości i światła, które nie miało blasku. Czułam w sobie, stwarzałam w sobie i wokół siebie Przestrzeń połączenia z nieskończonym przepływem miłości. Promieniowała ze mnie energia, która na obrzeżach kuli, w której się znajdowałam, wybuchała blaskiem ognia. Ten ogień był ewidentnie męską energią, energią Ojca.

Doświadczałam ogromnej, intensywnej Transformacji. Moje ciało wibrowało dźwiękami i zaczęłam śpiewać. Nigdy wcześniej nie wydawałam z siebie takich dźwięków. Zrozumiałam i czułam energię, jaką podwójna Istota Słoneczna dostarcza dla Ziemi i innych planet, jak tworzy i płodzi życie. Doświadczałam totalnej ufności i wdzięczności. Energia Słońca dawała Przebudzenie nowego zrozumienia.

Czułam jak nasze Słońce łączy się ze Słońcem Galaktycznym - sercem, centrum naszej Galaktyki. Pulsowały oba, a ja raz byłam w jednym, a raz w drugim. I czułam chwilami, jakbym w obu była jednocześnie...

Przyszła do mnie pieśń...
Yum, Yum, Yum, Yumeni, WI-SAN... (łi-san)



wtorek, 13 września 2011

ZMIANA WIBRACJI

Początek września tego roku... tę wizję miałam, kiedy siedziałam w nocy na ziemi z bosymi stopami. Kilkanaście metrów ode mnie było ognisko, ale potrzebowałam być sama. Medytowałam. Ktoś z przyjaciół wówczas podszedł do mnie i zapytał, czy przynieść mi skarpetki, bo noc była dosyć chłodna. Ale podziękowałam i odmówiłam, ponieważ wiedziałam, że jeśli bym założyła wówczas skarpetki, to straciłabym to głębokie połączenie z Ziemią, jakie miałam. Odniosłam wrażenie jakby znikło moje ciało. Co ciekawe, widziałam światło kolorowych punkcików korali na szyi, które sama "utkałam" i niektóre wzory z muszelek na mojej tybetańskiej spódnicy... Reszta ciemność. Te wzory drgały z pewną częstotliwością i zamieniły się w drgające niteczki. Moja świadomość podążyła za tymi niteczkami. "Widziałam", a może bardziej czułam - na prawdę to trudno opisać - że Ziemia miała mocną i piękną energię. Czułam te drgania i wiedziałam, że Ziemia jest połączona ze Słońcem i że współbrzmią ze sobą w pełnej harmonii. I że te wibracje łączą też planety ze sobą, a może nawet całą galaktykę... Czułam te wibracje i widziałam jak wiry, widziałam wiele wirów, które współbrzmiały w coraz większej harmonii.. Miałam odczucie, jakby to był jakiś początek kosmicznego (twórczego) aktu (?) Wiedziałam, że Ziemia jest gotowa na całkiem nowe pieśni, że czeka, by je zacząć śpiewać… Czy komuś zależy, żeby te nowe pieśni się nie przejawiły, by wciąż brzmiały stare?

To pytanie już jest mało istotne. To moje pytanie nie ma już znaczenia. Bo poczułam wówczas, takie dźwięki i takie wibracje, jakich wcześniej nigdy jeszcze nie czułam. I zaczęłam wydawać z siebie te dźwięki, i widziałam ich energie - drgania, chociaż czułam siebie, ale tak, jakbym znikła, jakbym sama stała się tą wibracją.