Budziłam się z odczuciem głębokiego zrozumienia, a po
przebudzeniu czy może nawet w trakcie przechodzenia ze śnienia w jawę, pojawiło
się odczucie, że niemożliwe jest uchwycenie tego zrozumienia tak, jak 'cisza,
milczenie, pustka' nie mogą być uchwycone przez umysł ani przez inne słowa,
prócz tych, które je symbolizują: 'cisza, milczenie, pustka'. Opisy ich są
interpretacją umysłu, które nie oddają w pełni ich natury. Ich naturę można
"zrozumieć" poprzez doświadczanie ich. Zrozumienie takie również jest pozasłowne. Bo to jest nie do opisania
słowami. Możemy używać wyłącznie symboli, przenośni, porównań na opisanie tegoż
pamiętając, że jest to jedynie próba uchwycenia tego w sposób symboliczny, a to tylko zbliża nas do... Milczącej Wiedzy.
08.07.2015
O UMYŚLE...
Jakiekolwiek słowa zechcesz użyć na opisanie siebie, każde
będzie opisywać jakąś cząstkę ciebie. Dla mnie jesteś doskonały taki, jaki jesteś, że wszystkimi swoimi przejawami w każdej formie: wzoru, myśli, słowa... w każdej cząstce osobno i we wszystkich oddzielnych cząstkach... Jesteś także wszystkimi swoimi cząstkami... I
sam to sobie mówisz, kochany umyśle.
A to, co mówimy sobie, utrzymuje nas w złudzeniach.
Wszystkie złudzenia są oparte na różnych sposobach: wzorach, myślach, słowach,
jakich używamy komunikując się ze sobą,
mówimy do siebie. I wybieramy, w które z nich wierzymy... albo przyjmujemy je wszystkie takimi, jakie są.
To Ty, kochany UMYŚLE, tworzysz rzeczywistość kreatywnych
iluzji...
"Ja sama jestem snem. Sny takie, jak my, są nietrwałe,
gdyż tylko nasza nietrwałość pozwala nam istnieć. Nic nas nie zatrzymuje poza
snem."
Kilka dni temu, w śnieniu „widziałam” świat, ten "nasz"
świat, który jest 'światem systemu dziewiątkowego', choć nazywanym jest
'światem systemu dziesiętnego'. Nazywany jest 'światem systemu dziesiętnego',
ponieważ… jego podstawę tworzą cyfry:
0,1,2,3,4,5,6,7,8,9
i jest ich niby dziesięć, ale po pierwsze jest ich dziewięć plus zero, a po
drugie cyfra 10 jest już jedenastą cyfrą i jest w pewnym sensie cyfrą - formą
‚scalającą’ czyli umożliwiającą uzyskanie pełnej harmonii, współbrzmienia
wszystkich pozostałych dziewięciu cyfr od 1 do 9 poprzez dodanie 0 (zera) do 1
(jedynki). 1 + 0 to... cyfra 10, która w jakimś sensie „kończy dzieło” w tymże
świecie i „przenosi” do… następnego świata. Ale to jest bardziej ZERO jako
"brama" do następnego świata (stopnia, fazy, interwału), ponieważ 10 to 1 + 0. (Nie wiem, jak to
inaczej wytłumaczyć, więc na tym poprzestanę ;-} ).
7. Znów intensywniej poczułam swój lotos serca, który pragnął wydawać dźwięki najczystszej, wszechogarniającej miłości. Zaczęłam śpiewać. Śpiewałam po kolei różne pieśni, takie których kiedyś się nauczyłam, takie które do mnie kiedyś przyszły ("z kosmosu" mojego głębokiego wnętrza). Przyjmowałam te wibracje wszechogarniającej miłości, by mogły być wyśpiewane przez moją duszę, poprzez moje serce i ciało, dla uzdrowienia mnie samej w innych i innych we mnie… i naszego łączenia się w Jedno lub w Jednym... I nagle znów poczułam ogromne poruszenie w moim ciele na wszystkich jego poziomach.
Kiedy zasypiam, pełna ufności otwieram się na pustkę,
„nicość”… Poddaję się... Zanikam... Tak jakbym umierała...
Zanikam, ale istnieję... "na różne sposoby" i pojawiam się... przejawiam "na różne sposoby"...
Czasem mam jakieś sny, ostatnio zazwyczaj jakby chwilę
przed przebudzeniem.
Ostatnio w śnieniu łączyłam i harmonizowałam ze sobą dwa
bardzo różne światy z różnych czasoprzestrzeni. Budziłam się - przechodząc płynnie "granicę" między tzw. snem i jawą, a odczucie ogromnej harmonii, miłości 'pozostały we mnie'. I kontynuowały się...
I miałam także ostatnio po raz kolejny takie
doświadczenie, że tuż przed przebudzeniem byłam bardzo świadoma tego, że wnikam
w pewną formę fizyczną – „moje” ciało, a kiedy w nie tak wnikałam, odczuwałam,
że „rekonstruuje się” w tym momencie pewne kontinuum związane z tym konkretnym
fizycznym ciałem, ale także z jego wszystkimi innymi poziomami (ciałami).
Czułam jakbym jako... świadomość zakładała „kieckę” ludzkiej formy (osoby) – istoty ludzkiej. W tym 'doświadczeniu', w tym, co się zadziewało... czułam, że 'zmieniałam' swoją 'formę' albo raczej... świadomość przybierała 'nową-starą' formę. I
czułam, widziałam, wiedziałam. że właściwie mogłabym wejść w taki sposób w
każde ludzkie ciało, ponieważ wszyscy jesteśmy... jednym ludzkim ciałem w wielu
wersjach (w różnych stanach) o zróżnicowanej pamięci kontinuum... historii uznawanych za osobiste
doświadczenie. I wiedziałam, że wszyscy budząc się ze snu robimy to samo… tylko nie wszyscy jesteśmy tego świadomi...
Ale w tym ciele, w którym obecnie
„najintensywniej” jestem i przejawiam się… jakoś obecnie jest mi „najwygodniej”
– ta „kiecka” obecnie mi najbardziej „pasuje”… choć nie wiem, dlaczego? A może już wiem?
I każdej i każdemu z nas dokładnie to ciało fizyczne, ta forma, która jest nam dana (z jakiegoś powodu) "pasuje" najbardziej. I w każdym ciele fizycznym przejawione jest... to samo - świadomość... I każda i każdy z nas odczuwa tak samo bycie sobą... na różne sposoby - o zróżnicowanej pamięci kontinuum... historii uznawanych za osobiste doświadczenie. To one konstruują nasze indywidualne i często osobne tzw. tożsamości. A im mocniejsza tożsamość z myślami i emocjami czy "rolą", którą odgrywamy, tym "silniejsze" tzw. ja-ego oraz "głębsze" oddzielenie od Całości, którą wszyscy razem JESTEŚMY... W tym oddzieleniu gramy "swoje role"... A gdy ktoś zbyt utożsamia się ze swoją "rolą", staje się… tą "rolą" czyli czymś, czym nie jest… Staje się… fantomowym przejawem swojej własnej iluzji – tożsamości pewnego ja-ego oddzielonego od tego czym jest w swej ISTOCIE.
(...) nagle poczułam, że moje ciało dziwnie wibruje, że zachodzą w nim jakieś zmiany na wszystkich poziomach (energetycznym, mentalnym, psychicznym, fizycznym itd.). Chodziło o to, że zaczęło się dziać z nami coś takiego, co rozpoczęło proces integracji różnych „ras” czy rodzajów” istot ze sobą. Jakby wszystkie istoty w tym także ludzkie wzbogacały się wzajemnie swoimi doświadczeniami i wiedzą. Wszyscy stawaliśmy się nową istotą – kompilacją różnych rodzajów istot…
Mój sen… W nocy 30.09., ale w tej chwili nie pamiętam z którego roku. Znalazłam w notatkach bez zapisu roku.
Dużo w nim bieli, jak biel kartki, białego ekranu komputera, biało-mlecznych ścian… i białego światła. Biel, biel, biel… wszędzie biel i białe wręcz oślepiające światło… Światło, tylko Światło… Czułam i „widziałam”, że tam były najważniejsze: czystość, precyzja, doskonałość i bezwględność… idealny porządek w całej tej przestrzeni… Widziałam też znaki i symbole gdzieniegdzie w nią wpisane… czarnym kolorem. Jak wykaligrafowane. Ale było tam bardzo mało tych znaków. Proporcjonalnie może jakieś „0, 00001″ procent w tej bieli.:-)No… jakby na białej kartce z bloku do rysowania był jeden maleńki napis – słowo składające się zaledwie z kilku literek…
Tam z wielką precyzją i bezwzględnością była realizowana jakaś idea. Po „mistrzowsku”. Była idea, która wymagała zniszczenia jakiejś istoty albo eksterminacji lub zabicia jakichś istot lub jakiegoś całego gatunku istot albo planet czy galaktyk, to była po prostu konsekwentnie realizowana; jak cięciem najostrzejszego diamentowego skalpela eliminowano to, co do „wykrojenia” świata zgodnego z ową ideą nie pasowało, co było zbędne, a co mogło by przeniknąć tę przestrzeń. Liczył się CEL, a nie DROGA. CEL, który „uświęcał środki”. Tam podstawę stanowiło przekonanie – idea, że przecież… „WSZYSTKO jest TYLKO ENERGIĄ i IDEĄ, którą należy realizować”.
Jeśli w tej przestrzeni pojawił się jakikolwiek inny kolor, natychmiast był wymazywany, „wywabiany”, niszczony. To była przestrzeń… chłodna, wręcz lodowata bez jakichkolwiek uczuć. Nawet cienia uczuć… Tam nawet żadnego cienia ani gry światło-cienia nie było. Tam było wyłącznie białe światło. Kojarzyło mi się to wszystko też z jakimś „architektem” siedzącym w białej przestrzeni przed ogromną białą kartką i kilkoma na niej umieszczonymi znaczkami… Skojarzyło mi się to także z przestrzenią – jakby miejscem we wszechświecie, które mogłabym nazwać„tronem” Umysłu…pewnej bardzo wyspecjalizowanej i „wysublimowanej” cząstki Umysłu.Ale ten „tron” był nawet nie tyle kryształowy, lecz diamentowy…
Umysł pozbawiony, odcięty od Świadomości…
Dla niektórych ludzi to Bóg… Pan…
I przypomniała mi się piosenka Marylin Monroe chyba pt. „Girls like dimonts”…
Hmm… cięte diamenty, sztuczne diamenty… Wolę naturalne kamienie… i kryształy.
I ból, który odczuwam… kiedy... jakby ktoś próbował mnie „przyciąć” do takiej formy, jaką chciałby mi „nadać”… Jakby chciał ze mnie „wyssać”... Miłość i zablokować PRZEPŁYW w moim sercu. Przyjmuję to także z Miłością. Ale to niemożliwe, by komuś lub czemuś udało się to… I wiem, że nawet gdybym miała umrzeć, jest we mnie taka ufność w to, co się ze mną dzieje i w zmiany, jakie od kilku lat mają miejsce, że wszystko dzieje się w harmonii.
"Ciekłe kryształy – nazwa fazy pośredniej między ciekłym i krystalicznymstanem skupienia materii, którą charakteryzuje
zdolność do płynięcia, charakterystyczna dla cieczy i jednocześnie
daleko-zasięgowe uporządkowanie tworzących ją cząsteczek,
podobnie jak to ma miejsce w kryształach.
(...)
W fazie krystalicznej wszystkie cząsteczki są ściśle
uporządkowane i nie mają w ogóle swobody ruchu. W fazie ciekłej jest odwrotnie
– cząsteczki mają pełną swobodę przemieszczania się w obrębie objętości cieczy
i jednocześnie nie są w żaden sposób daleko-zasięgowo uporządkowane. Natomiast w
fazie ciekłokrystalicznej sytuacja jest pośrednia – cząsteczki mają częściową
swobodę ruchu i jednocześnie są częściowo uporządkowane.
Znakomita większość substancji w procesie topnienia wykazuje
jednoczesne uwolnienie translacyjnych (czyli dających możliwość przemieszczania
się) i rotacyjnych stopni swobody. Dla niektórych cząsteczek (głównie o
kształcie zbliżonym do kuli) uwolnienie rotacyjnych stopni swobody następuje
jednak wcześniej (w niższej temperaturze), przy czym wykazują one w tej fazie
dużą plastyczność (*1), stąd nazwa – kryształ plastyczny." - Wikipedia
Z ciekłymi fizycznymi kryształami jest tak, że ich głównym "problemem" jest brak możliwości natychmiastowej zmiany stanu. Potrafią jednak zmieniać swój stan i cząsteczki mogą zmieniać swoje położenie tworząc nowe obrazy, ale bywa też, że potrafią pamiętać poprzedni swój stan, a nawet superpozycję swoich stanów.
I znalazłam pewien rysunek...
Za warstwą ciekłego kryształu znajduje się źródło światła
(zawsze białe).
I w zależności jak ten kryształ jest spolaryzowany
(ustawiony), taką oko ludzkie widzi barwę.
Cząsteczka ciekłego kryształu. W pierwszej pozycji biały w drugiej czarny. W pozycjach kątowych działają jak pryzmat rozszczepiając światło na barwy.
Kryształy mogą zmieniać swój stan... Mogą stawać się ciekłymi kryształami... W kryształach ciekłych, w zależności od tego, jak ustawiają się cząsteczki względem siebie, mogą różnie przepuszczać światło. Podobnie tzw. cząstki energetyczne.
Czyli w przestrzeni bez dodatkowej energii, fotony mogą być "niewidzialne" i sobie "dryfować," w eterze i ustawiać się "chaotycznie" i "pływać" w przestrzeni ("próżni", która wydaje się być pusta - stąd "pustka"), swobodnie tworząc wciąż zmieniające się wzory (w superpozycji istnieją one wszystkie jako potencjalne). My je "aktywujemy" naszą energią. Ponieważ wówczas częstotliwości są tak zróżnicowane (nieuporządkowane czyli niewzmocnione), to nie widzimy tego. Ale dlaczego możemy zacząć widzieć różne wzory, różne kolory, które wciąż się zmieniają...? Ponieważ widziałam takie wzory wielokrotnie. (Podobnie opisywane są takie wzory przez uczestników tzw. ceremonii z ayahuaską lub eksperymentów z LSD.(*2)
Czyżby energia naszej uwagi skupiona na pewnych obszarach przestrzeni energii porządkowała ją w jakiś sposób tak, że skupiając się na pewnych częstotliwościach mogła tworzyć wzory, niejako wzbudzała je jako myśli w naszych mózgach i w ten sposób tworzyła "krystaliczne" wzory i "sieci rzeczywistości", które powoli stają się coraz mniej "elastyczne" - jak wolno zastygające "kryształowe płynne" sieci? I w taki sposób owe wzory - płynne obrazy stają się myślami - słowami, poprzez które manifestuje się nasza tzw. rzeczywistość? (W takim razie odwrotny proces też jest możliwy.) Skąd jednak bierze się w nas tendencja (preferencja) do skupiania energii całego ciała do takich, a nie innych myśli - wyodrębnionych częstotliwości tworzących dany obraz tzw. rzeczywistości? hm...
Zdjęcie cząstek kryształów w trakcie przechodzenia cząsteczek z jednej fazy (stanu) do innej fazy (stanu) - różne cząstki znajdują się w zróżnicowanych stanach:
From Wikimedia Commons, the free media repository
_________________
"Wielu z waszych naukowców zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że wszystko istnieje naraz, wszystko istnieje teraz, w pewnym sensie wszystko istnieje tutaj, ale... tworzycie iluzję separacji poprzez tworzenie różnic w wibracyjnej częstotliwości. Jedynym sposobem tworzenia iluzji ruchu jest przejście z równoległej rzeczywistości do równoległej rzeczywistości, która jest trochę inna." cyt. stąd: https://www.youtube.com/watch?v=ms9AEVjSez8
I teraz doskonale rozumiem swoją senną wizję o "ludzkich radioodbiornikach"... ///Przyglądałam się ruchom intensywnych energii o bardzo zróżnicowanym spektrum częstotliwości drgań. Słyszałam dziwne dźwięki, podobne do tych, które już kilka lat temu pojawiły się w wizji z Polem Świadomości Buddy... Te energetyczne wibracje zbiegały się w czymś w rodzaju świadomego kulistego "radioodbiornika", organicznego i pięknego "radioodbiornika" w kształcie kuli. Był jakby z ciekłego kryształu, ale nie umiem tego dokładniej opisać. Obserwuję, jak poszerzają się możliwości odbioru zróżnicowanych częstotliwości tego "radioodbiornika". Tak, jakby wcześniej był dostrojony do tylko kilku stacji radiowych, a teraz dostraja się do coraz większego spektrum - zakresu częstotliwości fal. Może odbierać sygnały z coraz większej ilości "stacji nadawczych". Ale na razie jeszcze odbiera te sygnały w taki sposób, że musi sam "przesuwać swój punkt " odbioru tych fal (jak kręcenie gałką w radiu przy zmianie zakresu fal). Pomiędzy odbieranym "stacjami nadawczymi" są jeszcze trzaski i zakłócenia... Nagle ten "radioodbiornik" zaczyna odbierać sygnały z coraz większej ilości stacji nadawczych... Ta świetlista kula początkową wpada w bardzo silne wibracje.... Wyglądało to tak, jakby za moment miała się rozpaść. Jednak wcale się nie rozpada... I jest w stanie objąć te wszystkie zakresy częstotliwości fal, energii... I jest świadoma wszystkich treści, które przez nią przepływają. I w pewnym momencie zdaję sobie sprawę z tego, że na tym polega poszerzenie świadomości istot ludzkich.../// http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2012/07/krysztaowe-ludzkie-radioodbiorniki.html Nnka w komentarzu pod tamtą notatką napisała (cytując chyba Dawida56): "Od tego poziomu licza się poziomy KOSMICZNE 8 i 9 są przejrzyste jak kryształ i zbudowane z bardzo delikatnych wysokich wibracji POZIOM 8 zachowuje sie jak treść (zachowuje sie jak substancja płynna) poziom 9 jak Forma – Kryształowe uświęcenie wszystkiego co jest poniżej. – – bioterapia podstawy budowy anatomicznej ciał subtelnych." http://nnka.wordpress.com/2012/07/03/geometria-euklidesowa-i-teoria-grup/#comment-5299"
Mnie się to kojarzy z... "kryształową eterową plazmą"...
Przez ostatnie lata zajmowałam się i nadal zajmuję tym "strojeniem"... dostrajaniem mojego ciała do coraz większego zakresu (spektrum) częstotliwości. Ponieważ podążam za swoimi snami. za obrazami i informacjami, jakie w nich spływają z "Wyższego Umysłu" (przebudzonego) do mojego fizycznego umysłu. ;-) Dzięki temu oba integrują się ze sobą coraz bardziej i harmonizują ze sobą w połączeniu z wibracjami serca i ciała. ------------------- (*1) Mój "pojazd: w kształcie kuli... (*2)
I zachwycił mnie, między innymi dlatego, że coś sobie przypomniałam... :-). Wiele lat temu widziałam (w poszerzonym stanie świadomości czyli w tzw. wizji) podobny obraz, ale postać kobieca i męska, a właściwie ich głowy, były ustawione profilami, jedna za drugą: z tyłu kobieca, a przed nią męska. Głowa kobiety była umieszczona twarzą do tyłu głowy mężczyzny. I ta kobieta bardzo delikatnie "wdmuchiwała" ŚWIADOMOŚĆ" w głowę mężczyzny - tak na wysokości szyszynki. (Wtedy nie wiedziałam, że na tej wysokości znajduje się szyszynka). ___________ przenikanie natury umysłu... http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2012/06/ciemnosc-i-krysztaowe-swiato.html
zmienność Kwiatu Życia
mantra, jantra i tantra
Poczułam, że wystarczy już zawieszania się na myślach, które
przez umysł w mózgu się pojawiają i pociągają za sobą. Poczułam, że nadeszła już pora, bym całą
swoją istotą podążała za wewnętrznym prowadzeniem serca, Źródła, Jedni,
Wszystkiego, Co Istnieje...
Zrozumiałam, że jestem gotowa na podjęcie ostatecznej
decyzji i wykonanie skoku w przepaść... w pustkę.
Poczułam, że ta ostateczna decyzja ma być podjęta i dotyczy
ona podążania z całkowitą ufnością i w całkowitej pokorze za tym, co się przeze
mnie przejawia...
(...)
Wzięłam do ręki pięknie rzeźbioną kość słoniową - kieł
słonia, do którego włożyłam dwa pióra:
jedno złoto-brązowo-kremowe pióro sowy, a drugie szaro-białe pióro chyba
żurawie. Przez cały czas trzymałam ten kieł z piórami w dłoni...
Pojawiła się intencja: z całkowitą ufnością przyjmuję w
siebie pustkę i łączę się z wolą jedni.
Czułam najpierw wokół siebie i częściowo w sobie bardzo
intensywne wibracje o ogromnym spektrum częstotliwości - jakby to był umysł,
którego dynamika jest wprost przeogromna. Byłam skupiona na intencji i znalazłam
się w samym centrum... SIEBIE. Znalazłam się w centralnym punkcie w miejscu
serca, którego... nie było (bo nie odczuwałam w tym momencie fizycznie serca),
lecz wiedziałam że jest to po prostu miejsce centrum. (może to miejsce "znajduje się" w okolicy splotu słonecznego, a nawet pomiędzy splotem słonecznym a sercem? Nie umiem tego dokładnie określić).
Po pewnym czasie ten punkt centralny ekspandował i całe moje
ciało znikło i stałam się przestrzenią pustki, ciemności - ogromnej, kosmicznej
"jaskini" bez granic. Czułam bardzo subtelne, delikatne wibracje,
które zaczęłam słyszeć jako dźwięk dochodzący skądś... z daleka, a jednocześnie
czułam te wibracje w sobie i w centrum (miejsce w centrum serca?). I czułam te wibracje
jako subtelny, piękny, krystaliczny dźwięk pustki w sobie. Wibrowałam nim cała
i cichutko zaczęłam go śpiewać.
Ten dźwięk brzmiał wszędzie i odbijał się echem... coraz
dynamiczniej... Częstotliwości zdawały się lekko różnicować i zgęszczać w tej
przestrzeni pustki... Mimo to cały czas utrzymywałam ten jeden, krystaliczny dźwięk
centrum...
Nagle zobaczyłam w tej wewnętrznej przestrzeni pustki, przed
sobą, lekko z prawej strony... tkaninę energii... wiedziałam skądś, że widzę wewnętrznym
widzeniem... umysł jako osobne JA. Umysł, którego istotą jest JA i który
postrzega siebie jako absolut, coś całkowicie odrębnego od tego z czym się nie
utożsamia, a z czego się wyłania, co go wypełnia i czego częścią JEST... chodzi
o przestrzeń pustki, przestrzeń świadomości JESTEM.
I poczułam bardzo intensywne wibracje o ogromnym zakresie
częstotliwości, pędzącego, 'fluktującego' z ogromną dynamiką umysłu i poczułam,
że mam się jeszcze bardziej skupić na swoim centrum, skupić się na, w krystalicznym
dźwięku pustki i na intencji.
Zobaczyłam wewnętrznym widzeniem, że misternie wyrzeźbiona kość
słoniowa, którą nadal trzymałam w dłoniach jest dla mnie symbolem umysłu... jak
statek wypełniający przestrzeń, a pióra w niej osadzone i dziurki w tej kości
symbolizują świadomość - pustkę przestrzeni, przestrzeń pustki, wewnętrzną
przestrzeń pustki, która cała wypełniona jest wibracjami, dźwiękami -
wszystkim, co potencjalnie istnieje zawsze i wszędzie... we mnie.
W pewnym momencie poczułam delikatny, lekko słodkawy zapach.
W pierwszym momencie skojarzył mi się z zapachem mamy... Wiedziałam, że to
zapach strachu. Zapach strachu... umysłu odłączonego od świadomości Jedni. Jednak w tym krystalicznym dźwięku zapach ten
zaczął się rozpuszczać. .. we wszechogarniającej miłości.
Świadomość - JESTEM to nieskończona Przestrzeń, w której wszystkie te wibracje są scalone w jeden, krystaliczny dźwięk będący nią i wypełniający ją całą jako nieskończoną Przestrzeń zawartą w niej samej i w każdym jej obszarze.
To nieskończona Przestrzeń Energii, z której wyłania się Umysł jako echo wibracji jej krystalicznego dźwięku. Poprzez to Echo w niej samej, jej krystaliczny dźwięk różnicuje się i przejawia jako niepoliczalny zakres - spektrum dźwięków o zróżnicowanych częstotliwościach i natężeniach.
Świadomość - JESTEM jako nieskończona Przestrzeń Energii wyodrębnia z siebie ten niepoliczalny zakres - całe spektrum dźwięków o zróżnicowanych częstotliwościach i natężeniach, który staje się JA -Umysłem.
Ta Przestrzeń Energii jako Świadomość wypełnia sobą także cały JA- Umysł oraz wszystkie jego pomniejsze, zróżnicowane i oddzielone od siebie wzajemnie części zróżnicowanych, pomniejszych Ja oraz ja.
JA - Umysł jest przenikany przez tę Przestrzeń Energii, rozwibrowany jej krystalicznym dźwiękiem i w ten sposób JA - Umysł może zostać Przebudzony.
W takim stanie JESTEM - Świadomość połączona z Przebudzonym JA - Umysłem oraz Przebudzony JA - Umysł połączony z JESTEM - Świadomością stają się Całością, Jednią.
Nadal siedząc oparłam się plecami o ścianę i wyprostowałam
swoje ciało, które potrzebowało teraz rozciągnąć się w górę. Czułam, że mój "pojazd
kosmiczny", który nielecąc, leciał z przeogromną, ponadświetlną
prędkością, teraz powoli zaczyna "wyhamowywać".
Intencja zmieniła formę na prostszą: jestem pustką i wolą
jedni.
---------
Przez cały następny dzień, kiedy tylko mogłam, utrzymywałam
w sobie tę intencję. Coś... zmieniło się we mnie... bardzo...
"Rozsypie po niebie noc gwiazd złoty pył I księżyc srebrzysty zagości. Usłyszę cię, choćbyś o tysiąc był mil. My – echo, my – echo. My – echo nieziemskiej miłości.
I dotknę cię, gdzie by nie rzucił mnie los,
Swym sercem, bo kocham nad życie.
Miłości odwiecznej przywoła nas głos.
My – tkliwość, my – tkliwość.
Tkliwości lustrzane odbicie.
I nawet za granią, gdzie wieczny trwa czas
I ciemność całunem okrywa,
Wiem, nigdy i nikt nie rozłączy już nas.
My – pamięć, my – pamięć.
Nas pamięć gwiaździsta ożywia.
My – echo, my – echo. Nas pamięć gwiaździsta ożywia.