niedziela, 11 listopada 2012

OTWIERANIA ZAMKA I ZAWORÓW



Otwieranie zamka furtki kluczem, ale w nietypowy raczej sposób czyli przez podważenie zapadki.
Potem odkręcanie zaworu w kaloryferach w celu udrożnienia przepływu ciepłej wody.
To sny symboliczne, wiem. Bo przeniosły mnie później w inne przestrzenie.  


Po przebudzeniu skojarzenie z tym, co mówiła Jeny o Ślęży, o zamku, który tam istniał.* 1)
Ten zamek został otwarty.

A niedźwiedzica tam stojąca, to tak, jak Jeny mówiła – nie jest niedzwiedzicą, ale NIEDZWIEDZICĄ z gwiazd – gwiazdozbiór.

Tu skojarzenie z moją wizją, którą miałam pod Ślężą. Zobaczyłam wtedy Czerwoną, kosmiczną Niedźwiedzicę, która miała mnie uczyć uzdrawiania.*2)

*1)

*2)
Tę wizję miałam około 2 lat temu.

sobota, 20 października 2012

BŁOGOSŁAWIONE EKSKREMENTY :-)

20/21 października

Dziś w nocy patrzyłam na gwiazdy i własnym oczom nie wierzyłam… widziałam wiele gwiazd pulsujących światłem. Jak nigdy wcześniej. Prawie każda gwiazda, na którą patrzyłam , pulsowała. Ich pulsacje miały różne rytmy. Wcześniej czegoś takiego nie zaobserwowałam na taką skalę. Więc albo ja nie byłam w stanie tego wcześniej zobaczyć albo… coś się dzieje w kosmosie. 

A gdy położyłam się do łóżka po "spotkaniu z gwiazdami", cały czas czułam z nimi połączenie. Leżałam przykryta cała kołdrą i przepływała przeze mnie pieśń połączenia; i czułam wielki przepływ miłości. Co prawda byłam już pod dachem i nie leciały do mnie te gwiazdy, ale miałam jakieś głębokie połączenie ze wszystkimi gwiazdami.

A w nocy miałam sen... Wszystko się ułożyło zupełnie inaczej niż jest teraz. Przyjechali do mnie moi bliscy znajomi, którzy nagle byli zupełnie inni - pogodni, uzdrowieni, uwolnieni od swoich wcześniejszych przekonań, które sprawiały im cierpienie i rozdarcie pomiędzy ich wiedzą, a działaniami, które różniły się od tej ich pięknej wiedzy, bo ich działania często wypływały z nieuzdrowionych (nie przepracowanych)  wzorców karmicznych. A ja siedziałam sobie gdzieś w kąciku na stołeczku przy drewnianych schodach, a na kolanach, na talerzyku miałam... jakieś gówno ustrojone żółtymi płatkami kwiatków i chyba zielonymi listkami... i modliłam się w intencji oczyszczenia tego gówna :-) A to był tylko symbol :-) Przeczytałam sobie: 'Ekskrementy, odchody, zbędne składniki pożywienia lub szkodliwe produkty przemiany materii wydalane z organizmu ..." Hmmm... Po spotkaniu i połączeniu z gwiazdami, błogosławiłam nasze ekskrementy :-)

niedziela, 30 września 2012

KOKARDKI I MOTYLE


30.września
Znów wiele snów, w których spotykam w równoległych światach (o zupełnie innej, niespotykanej TUTAJ architekturze) mężczyzn oraz kobiety i rozpoznawałam jako części siebie, o których dawno zapomniałam. Teraz przypominam je sobie i powoli z nimi się zapoznaję. Wiem, że mam te wszystkie części siebie uzdrowić w sobie, połączyć i uwolnić. Jednak nie mogę ingerować w ich sposób istnienia.

Zrozumiałam, że jeśli tworzę relacje, to nitki połączenia z tymi istotami już nie są posplatanymi supłami, ale są zawiązane na małe kokardki. Kokardka taka – jak kwiat energetyczny, na którym siedzi mały, delikatny motyl – symbolizuje lekkość i wolność tych połączeń. Gdy motyle ulatują, kokardki się rozwiązują i następuje czyste POŁĄCZENIE, które się uwalnia?

Tego lata, gdy BĘDZIE MIAŁO TO nastąpić, będzie wysyp mnóstwa motyli...







piątek, 28 września 2012

POMOC


28.września
Znów gęsta fabuła, jakieś sytuacje, uzdrawianie… ja byłam uzdrawiającą, ale ludzie wokół mnie chyba o tym nie wiedzieli. Spotkałam jednego, a później drugiego młodego mężczyznę. Znów inny świat, podobny trochę do naszego, ale zdecydowanie inny. Obaj mężczyźni byli artystami, ale dziwnie się zachowywali, jakby nie mieli żadnego połączenia z otaczającą ich rzeczywistością. Robili dziwne konstrukcje. Jeden z nich zrobił konstrukcję – dzieło sztuki, w które wplótł samego siebie i skoczył z nią do wody. Woda była lodowata i pełno było w niej kry. Woda zaczęła zamarzać wokół tego mężczyzny. Widziałam, że ten mężczyzna za chwilę zamarznie na śmierć. Nie mogłam mu pomóc. Nie mogłam ingerować w jego świecie... Ale on zawołał o pomoc... I wtedy wskoczyłam do wody i podpłynęłam do tego mężczyzny i zatrzymałam się w pewnej odległości. Już mogłam mu pomóc, bo wołał o pomoc... Spojrzał na mnie zaskoczony. Porozumieliśmy się telepatycznie. Podpłynęłam do niego bliżej. Patrzył na mnie, jakby na coś czekał. Podałam mu rękę. Wydostałam go z stamtąd na brzeg i powiedziałam mu, że mam mu coś do przekazania: że jeszcze ma parę rzeczy do zrobienia. Przyjął to ze zrozumieniem. Potem w innym pomieszczeniu pracował dalej. Siedziałam obok niego i mówiłam coś, ale w zasadzie cały czas śpiewałam. Miałam wrażenie, że moje pieśni powoli roztapiają jego serce i przywracają go do życia.  Nawiązywałam z nim bardzo „delikatny” kontakt.

2.października
I przypomniało mi się dziś właśnie, że kiedyś sama próbowałam popełnić samobójstwo. Kiedy obudziłam się rano ogromnie rozczarowana, że jestem znowu w tym świecie, usłyszałam głos, który mi powiedział, że muszę żyć, bo przyszłam tutaj, żeby zrozumieć ten świat. Zrozumiałam w tym momencie, że śmierć fizyczna od niczego nie uwalnia. Że mam tu coś do załatwienia, a jeśli nie załatwię, to i tak będę musiała wrócić...


czwartek, 27 września 2012

RÓWNOLEGŁE ŚWIATY


27.września.
Sen o spotkaniu w innym, równoległym świecie z kobietą, która siedziała w ogromnej sali wyglądającej jak sala w jakimś ogromnym, kamiennym więzieniu. Jednak wejście/wyjście nie było zamknięte, wystarczyło przesunąć kratę. Tak właśnie weszłam tam do środka. Nie nawiązałam z tą kobietą żadnego bezpośredniego kontaktu. Na podłodze było dużo śmieci i gruzu. Znalazłam jakiś dziwny przedmiot, który - nie mam pojęcia do czego służył i zaczęłam nim zmiatać gruz i śmieci z podłogi. Po jakimś czasie ta kobieta, która – wyglądało, że nawet mnie nie dostrzega – zaczęła także bardzo wolno i bez specjalnego entuzjazmu zmiatać te dziwne śmieci z podłogi.

Drugi sen.
Znajdowałam się w pomieszczeniu, które przypominało poddasze. Tez w innym, równoległym świecie. Mężczyzna, który przypominał mojego kolegę z młodości, pokazał mi swoja harmonijkę ustną i powiedział, że uczy się na niej grac, i że idzie mu to coraz lepiej. Powiedział też, że zaczyna wydobywać z niej uzdrawiające dźwięki. Zapytał mnie, czy ja też chcę spróbować. Wzięłam tę harmonijkę do ręki, przyjrzałam się jej i przypomniałam sobie, że ja też gdzieś mam swoją. Oddałam mu tę harmonijkę. Spojrzałam na półkę, na której leżało dużo różnych dziwnych rzeczy i sięgnęłam po zakurzony instrument, Był dziwny i niepodobny do żadnego znanego mi instrumentu. Był zrobiony jakby z jakiejś skóry zamszowej w kolorze szarym albo czarnym. Miał kilka otworów do dmuchania w nie. Gdy przyłożyłam do ust jeden z tych otworów i dmuchnęłam, z instrumentu zaczęły płynąć niesamowite, piękne dźwięki.

dodane: 22.12.2014
Rozpoznałam tę kobietę z pierwszego snu, tę cząstkę SIEBIE, która "siedzi w więzieniu", ale nie wie, że może z niego wyjść... Już wiem, kto w tej rzeczywistości reprezentuje dla mnie tę cząstkę. Zrozumiałam. Teraz mogę ją przyjąć do serca taką, jaka jest. I uwolnić ją w sobie. Skoro chce pozostać tam, niech pozostanie.
Dziękuję.


piątek, 21 września 2012

WYJŚCIE POZA DUALNOŚĆ


20/21.września
Śniłam, że z palców u prawej mojej nogi wydobywa się energia – promieniowała energia w kształcie wachlarza. Widziałam kolory tej energii. Moja noga również była pokryta jakimiś pięknymi wzorami energetycznymi, które się zmieniały i pulsowały.

Świadome śnienie - medytacja
Doświadczyłam stanu, w którym zrozumiałam, że energia, którą nagle poczułam w splocie słonecznym, w zależności od tego, jaką wersję wybierze umysł, mogę nazwać albo lękiem albo radością. (Co ciekawe, nie było to zróżnicowanie między smutkiem i radością, ale właśnie lękiem i radością.) Po chwili zdałam sobie sprawę, że to chodzi nie o radość, ale wręcz o szczęśliwość. Zrozumiałam i uświadomiłam sobie, że to jest energia, która w zasadzie ma jedną i tą samą częstotliwość i może być - jako umownie ujemna – odbierana przez umysł jako lęk/strach, albo może być – jako umownie dodatnia – odbierana przez ciało jako szczęśliwość. Wyjście poza tę biegunową dualność: starach i szczęście, pozwala zrozumieć, że energia może istnieć jako nieokreślona w kategoriach biegunowych. Jest wówczas doświadczeniem przepływu przez ciała energii o pewnej zintensyfikowanej częstotliwości, która jest jedną z wielu form przejawu Miłości. Potem jeszcze poczułam, jakbym przestała myśleć umysłem, a „myślałam” sercem połączonym z całym ciałem.