Byłam Matką Galaktyką. Poczułam jej miłość. Ona kocha wszystkie swoje dzieci: Słońca, Mgławice… i wnuki: Planety i Księżyce… Także wszystkie Istoty kocha tak samo, nikogo nie wyróżnia. Z taką samą miłością traktuje te, które przedłużają swoją formę istnienia pożerając i unicestwiając inne formy jak i te, które mają taki sam szacunek do siebie samych oraz innych form i szukają przyjaznych sposobów współistnienia z innymi formami.
sobota, 13 marca 2010
O spotkaniu z maskami buddyjskich Strażników.
Przyszły do mnie. Jakieś potwory...Wyglądały przerażająco. Przyjrzałam im się dokładniej. Były to maski. Straszne maski, przerażające... Można by powiedzieć, że "potworne" i próbowały mnie straszyć. Wiedziałam, że to jest jakaś próba dla mnie. Skupiłam się na miłości. Wiedziałam, że nie chcę ich się bać, że nie dam się zastraszyć, więc się do nich uśmiechałam i czułam miłość. One coś buczały, wydawały dziwne dżwięki i straszyły, a ja śmiejąc się powiedziałam im, że się ich nie boję, że je kocham. Wiem, czemu służą, ale dla mnie nie są straszne, lecz piękne. No to wysłały do mnie jeszcze "straszniejsze". A moja reakcja była identyczna. Zaczęłam się śmiać, że mnie nie przestraszą, bo je kocham. I one wtedy zaczęły śmiać się razem ze mną i zaczęliśmy tańczyć razem. to był piękny, kosmiczny taniec.
A dopiero kilka dni póżniej zaczęłam szukać w internecie masek i okazało się, że te maski ze snu były takie, jak maski buddyjskie np. Mahakali... Bardzo podobne. I w różnych kolorach...
środa, 10 lutego 2010
POLE ŚWIADOMOŚCI BUDDY
Przypomniała mi się wizja, jaką miałam kilka lat temu w czasie medytacji - odzyskiwania cząstek tożsamości...
Około 12 lat temu na warsztatach z Brucem Moenem nauczyłam się pewnej metody odzyskiwania różnych części swojej tożsamości... Można wytłumaczyć to w ten sposób, że w poprzednich wcieleniach żyłam w różnym czasie jako kobieta albo mężczyzna, jednak po śmierci jakieś części mojej Duszy utknęły i nie udały się tam, gdzie powinny. Takie części należało odzyskać i zaprowadzić w odpowiednie miejsce - coś w rodzaju nieba albo "uzdrowiska" dla dusz.
Przy okazji "odzyskiwania" pewnej swojej cząstki tożsamości, która okazała się być młodym pięknym Hindusem, wybrałam się w rezultacie w podróż uzdrawiająco-uwalniającą. Ten młody Hindus, mimo, że był bardzo oddanym uczniem podążającym za naukami Buddy, był bardzo nieszczęśliwy. Jako dziecko został pozbawiony możliwości uprawiania seksu, ponieważ rodzina przeznaczyła go do pełnienia funkcji eunucha należącego do świty pewnej królowej. Umarł mniej więcej około roku 1750. Ów Hindus o imieniu Kali, bardzo cierpiał z powodu, że jego ojciec - gdy on był jeszcze małym dzieckiem - zadecydował o jego kastracji. Kali nie mógł się z tym pogodzić i w rezultacie w wieku około 20 lat popełnił samobójstwo. Po śmierci utknął w miejscu, które było jego azylem. Spotkałam go siedzącego pod baldachimem w pustej kosmicznej przestrzeni modlącego się nieustannie do Buddy o przebaczenie. Gdy wraz z przewodnikiem zbliżaliśmy się do istoty, którą miałam odzyskać jako część mojej tożsamości, z daleka wydawało mi się, że zbliżamy się do pięknej kobiety siedzącej w pozycji kwiatu lotosu, ale gdy zatrzymaliśmy się kilka metrów przed tą istotą, zobaczyłam młodego, pięknego mężczyznę o długich do pasa, czarnych włosach i śniadej cerze.
W tej pracy odzyskiwania moim przewodnikiem - Pomocnikiem *1) w świecie niefizycznym był wtedy bardzo stary Hindus *2) . Pojawił się obok mnie, ale początkowo nie widziałam dokładnie jego rysów. Przedstawił mi się w dziwny sposób. Kiedy zapytałam go o imię, powiedział, że prościej będzie, jak będę na niego mówiła "guru". Ale nie było takiej potrzeby w naszej podróży, abym go jakkolwiek nazywała. Kiedy już udało mi się nawiązać z Kalim kontakt, kiedy wytłumaczyłam mu, po co przybyliśmy do niego razem z przewodnikiem, przewodnik zwrócił się do niego i powiedział o tym, że już czas, by Kali poszedł dalej i wyzwolił się ze swojego niefizycznego więzienia, w którym utknął. W pewnym momencie "eteryczna" postać młodego mężczyzny zaczęła zmieniać się w coś w rodzaju energetycznej kuli, która powoli zbliżała się do dłoni starego Hindusa i usadowiła w jej zagłębieniu. Przewodnik trzymał ją delikatnie jak świetlisty kolorowy bąbel.
Wówczas udaliśmy się razem z przewodnikiem do pewnego miejsca. Poruszaliśmy się w przeźroczystych kulach, które były czymś w rodzaju pojazdów. Pamiętam taki odcinek drogi, kiedy przesuwaliśmy się lecąc tuż nad poziomem morza albo oceanu…"kosmicznego oceanu"... Nie pamiętam, czy zanurkowaliśmy do oceanu czy polecieliśmy w kosmos. A może to nie ma różnicy? W każdym razie w pewnym momencie razem z przewodnikiem trafiliśmy do pola wypełnionego niesamowitą i gęstą energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi „vortexami”, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie. Przewodnik wypuścił z dłoni owego bąbla, który wleciał do tego energetycznego oceanu.
Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział:
- Przecież doskonale wiesz. Przypomnij sobie. Przypomniałam sobie. To było Pole Świadomości Buddy… W nim lub z niego właśnie powstawały różne światy.
I ten stary Hindus… właśnie sobie przypomniałam, że to przecież może był i Budda :-) (chyba niebiesko-błękitny), który "część mnie" jako Kalego zaprowadził do “Pola Świadomości Buddy" :-)
dodane 2014 rok
Około 12 lat temu na warsztatach z Brucem Moenem nauczyłam się pewnej metody odzyskiwania różnych części swojej tożsamości... Można wytłumaczyć to w ten sposób, że w poprzednich wcieleniach żyłam w różnym czasie jako kobieta albo mężczyzna, jednak po śmierci jakieś części mojej Duszy utknęły i nie udały się tam, gdzie powinny. Takie części należało odzyskać i zaprowadzić w odpowiednie miejsce - coś w rodzaju nieba albo "uzdrowiska" dla dusz.
Przy okazji "odzyskiwania" pewnej swojej cząstki tożsamości, która okazała się być młodym pięknym Hindusem, wybrałam się w rezultacie w podróż uzdrawiająco-uwalniającą. Ten młody Hindus, mimo, że był bardzo oddanym uczniem podążającym za naukami Buddy, był bardzo nieszczęśliwy. Jako dziecko został pozbawiony możliwości uprawiania seksu, ponieważ rodzina przeznaczyła go do pełnienia funkcji eunucha należącego do świty pewnej królowej. Umarł mniej więcej około roku 1750. Ów Hindus o imieniu Kali, bardzo cierpiał z powodu, że jego ojciec - gdy on był jeszcze małym dzieckiem - zadecydował o jego kastracji. Kali nie mógł się z tym pogodzić i w rezultacie w wieku około 20 lat popełnił samobójstwo. Po śmierci utknął w miejscu, które było jego azylem. Spotkałam go siedzącego pod baldachimem w pustej kosmicznej przestrzeni modlącego się nieustannie do Buddy o przebaczenie. Gdy wraz z przewodnikiem zbliżaliśmy się do istoty, którą miałam odzyskać jako część mojej tożsamości, z daleka wydawało mi się, że zbliżamy się do pięknej kobiety siedzącej w pozycji kwiatu lotosu, ale gdy zatrzymaliśmy się kilka metrów przed tą istotą, zobaczyłam młodego, pięknego mężczyznę o długich do pasa, czarnych włosach i śniadej cerze.
W tej pracy odzyskiwania moim przewodnikiem - Pomocnikiem *1) w świecie niefizycznym był wtedy bardzo stary Hindus *2) . Pojawił się obok mnie, ale początkowo nie widziałam dokładnie jego rysów. Przedstawił mi się w dziwny sposób. Kiedy zapytałam go o imię, powiedział, że prościej będzie, jak będę na niego mówiła "guru". Ale nie było takiej potrzeby w naszej podróży, abym go jakkolwiek nazywała. Kiedy już udało mi się nawiązać z Kalim kontakt, kiedy wytłumaczyłam mu, po co przybyliśmy do niego razem z przewodnikiem, przewodnik zwrócił się do niego i powiedział o tym, że już czas, by Kali poszedł dalej i wyzwolił się ze swojego niefizycznego więzienia, w którym utknął. W pewnym momencie "eteryczna" postać młodego mężczyzny zaczęła zmieniać się w coś w rodzaju energetycznej kuli, która powoli zbliżała się do dłoni starego Hindusa i usadowiła w jej zagłębieniu. Przewodnik trzymał ją delikatnie jak świetlisty kolorowy bąbel.
Wówczas udaliśmy się razem z przewodnikiem do pewnego miejsca. Poruszaliśmy się w przeźroczystych kulach, które były czymś w rodzaju pojazdów. Pamiętam taki odcinek drogi, kiedy przesuwaliśmy się lecąc tuż nad poziomem morza albo oceanu…"kosmicznego oceanu"... Nie pamiętam, czy zanurkowaliśmy do oceanu czy polecieliśmy w kosmos. A może to nie ma różnicy? W każdym razie w pewnym momencie razem z przewodnikiem trafiliśmy do pola wypełnionego niesamowitą i gęstą energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi „vortexami”, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie. Przewodnik wypuścił z dłoni owego bąbla, który wleciał do tego energetycznego oceanu.
Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział:
- Przecież doskonale wiesz. Przypomnij sobie. Przypomniałam sobie. To było Pole Świadomości Buddy… W nim lub z niego właśnie powstawały różne światy.
I ten stary Hindus… właśnie sobie przypomniałam, że to przecież może był i Budda :-) (chyba niebiesko-błękitny), który "część mnie" jako Kalego zaprowadził do “Pola Świadomości Buddy" :-)
dodane 2014 rok
SEN o SPIRALI
Widziałam symbol jedności. Była to jakby spirala, ale nie płaska. To była spirala stożkowa, była wielowymiarowa.
Kiedy jednak patrzyłam na całość, wtedy widziałam jednocześnie różne kierunki i sposoby poruszania się i działania przestrzennego i czasowego: liniowy i spiralny, do wewnątrz i na zewnątrz, elektro-magnetyczny… Spirala ma dwa kierunki i wcale nie mam na myśli jej prawo i lewoskrętności, lecz: do środka i na zewnątrz.
poniedziałek, 18 stycznia 2010
NIEBIESKA ISTOTA I PROWADZENIE KOSMICZNEGO STATKU
Na obrazku Surya Varuna - boska istota, 4 z 12. boskich SŁOŃC. Ten obrazek znalazłam dzisiaj czyli 11.11.12 na stronie: http://www.harekrsna.de/surya/12adityas.htm
Znalazłam się we wnętrzu statku kosmicznego, w którym znajdowała się istota podobna kobiecie, ale wiedziałam, że ona była jakby "częścią tego statku".
Jej skóra miała piękny odcień niebieski "powlekany" cienką warstwą złota opalizującego tęczowo.
Za moją zgodą wstrzykiwała mi płyn w żyłę na dłoni - wierzchniej części. Płyn miał podobną barwę intensywno-niebieską, a w nim była zawarta wiedza między innymi o sposobie prowadzenia statku kosmicznego.
Istota ta uprzedziła mnie, że cała dawka wprowadzona do organizmu za jednym razem mogłaby spowodować zbyt duże przeciążenia, dlatego miałam dać jej sygnał, kiedy poczuję ból. I tak się stało. Wtedy istota natychmiast przerwała iniekcję i przekazała mi wiadomość telepatycznie (nie używając mowy), że następną dawkę płynu (i wiedzy) otrzymam w odpowiednim czasie, gdy będę gotowa.
Potem usiadłam przy blacie "sterowniczym", który z kolei wyglądał jak tafla z białego kryształu, położyłam na nim dłonie i wiedziałam, że kierowanie tym statkiem będzie się odbywało za pomocą woli.
Ten sen wydawał się bardzo realny. Po przebudzeniu wszystko pamiętałam bardzo dokładnie i czułam, jakbym nagle została "przerzucona" z jednej realnej bardzo rzeczywistości do drugiej.
niedziela, 10 stycznia 2010
NAUKA LATANIA WE ŚNIE
Na początku latania uczyłam się we śnie. Przez kilka lat we snach pływałam w powietrzu tak zwaną "żabką". Ojciec nauczył mnie pływać na jawie, gdy miałam najwyżej sześć lat. Przepłynęłam wtedy razem z nim rzekę Bóg.
Potem miałam sen, w którym latająca kula z czymś w rodzaju skrzydeł (coś podobnego widziałam po latach jako latającą złotą piłkę w filmie o Harrym Porterze) zaprosiła mnie do nauki latania. Złapałam ją za "skrzydła". Najpierw mocno szarpała, ale nagle przyszła do mnie wiedza, że mogę kulą kierować przy pomocy mojej świadomości. No i zaczęło się: latałam we wszystkie możliwe strony, z różnymi prędkościami, w pełni kontrolując lot.
Jeszcze nigdy nie latałam sama poza snem. Samolotami, owszem, ale żadnego nie prowadziłam.
Następnie latałam już w snach bez pomocy kuli, tak po prostu, świadomie, jak czasem duchy w filmach dla dzieci.
Potem z kolei byłam przygotowywana do prowadzenia statku kosmicznego. Nie było żadnych przyrządów sterowniczych prócz mlecznego, jakby szklanego blatu, na którym należało położyć dłonie i prowadzić statek kosmiczny siłą woli. To też we śnie. Wiem, że już umiem latać statkami kosmicznymi. Czekam cierpliwie na odpowiedni moment. Może "Korab" kosmiczny to będzie... :-) (*)
A ostatnio znów innego latania nauczyłam się we śnie. Szłam sobie krętą ścieżką górską w bardzo wysokich górach. Powyżej czterech tysięcy metrów nad poziomem morza. Podeszłam do skraju tej drogi i w dole zobaczyłam strome ściany wąwozu, głębokiego na jakieś tysiąc metrów. Odbiłam się stopami od krawędzi urwiska i nagle poleciałam. Najpierw w dół, a potem w górę. Szybowałam raz w dół, raz w górę wąwozu tak, jak szybują najszybsze ptaki. W pewnej chwili jednak spowolniłam swój lot i przysiadłam na długiej gałęzi pokrytej kilkoma zaledwie liśćmi. Wystawała ona trochę zadziornie ze ściany urwiska. Poczułam, jak trzepocząc skrzydłami składam je wzdłuż tułowia. Trochę mało płynny zdawał mi się ten ruch. A gałąź w tym czasie lekko się zakołysała. Ledwo, ledwo... leciuteńko. Był to mój pierwszy lot jako... orła.
dodane
(*) Dziś (2013 rok) już wiem, co to znaczyło...
(*) Dziś (2013 rok) już wiem, co to znaczyło...
Pomogłam niedzwiedziowi
Kiedyś zaopiekowałam się dzikim niedźwiedziem, który "szalał" po centrum handlowym. Ludzie w panice uciekali przerażeni, ale ktoś był na tyle przytomny, że wezwał jakieś odpowiednie "służby porządkowe". Przedstawiciele tych służb po pojawieniu się na miejscu zastanawiali się, czy "potwora" uśpić i wywieźć gdzieś, czy raczej zastrzelić na miejscu. A ja w tym czasie - mimo licznych protestów i ostrzeżeń - podeszłam do zwierzęcia, zaczęłam z nim rozmawiać i wytłumaczyłam mu, że będzie lepiej dla nas obojga, jeżeli na chwilę pozwoli mi założyć sobie coś w rodzaju obroży i wyprowadzić się. Zwierzę pozwoliło i wyszłam z nim stamtąd prowadząc je "na smyczy"; była to tylko nasza umowa.
Potem zostaliśmy przyjaciółmi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






