piątek, 13 marca 2009

Świadomość kryształów, aniołów, bóstw, Galaktyki, pamięć, ludzkość i takie tam...

1.
Miejsca mają swoją pamięć. Kryształy też. Przedmioty zawierają pamięć idei. Jestem Buddą i Chrystusem, mam dostęp do tej świadomości, do świadomości aniołów, nawet demonów i bóstw również.

Miłość do wszystkich istot wszechświata dała mi wielu sprzymierzeńców. Moje dłonie mają nową energię i moc uzdrawiania. (?) Jestem Parką. Teraz pruję nić żywota i zwijam w złocisty (bursztynowy) kłębuszek. Wszystkie wzory utworzone są ze światła. Bursztyny to kryształowe złoto. Żółte kryształy też. Symbolizują  ducha słońc. Świadomość. 

2. 
Oddałam swoje ciało do uzdrawiania innych w sobie. Wróciłam do Domu. Jestem w Domu. Moim Domem jest Pustka, która jest Pełnią. Następny krok - świadomość Drogi Mlecznej, Galaktyki.

3. 
Każdy jest moim nauczycielem, moim "lustrem". Każdy ma jakieś zadanie. Przychodzimy z różnymi zadaniami. Karma przygotowuje nas do tego zadania. Nabywamy odpowiednich doświadczeń, a gdy ją oczyszczamy - zerujemy, możemy sobie przypomnieć, kim jesteśmy i po co tu przybyliśmy.

4. 
Szanuj Rodzinę. Rodzinę jako społeczność,całą ludzkość. Jeśli szczęście ludzkości jest w sprzeczności ze szczęściem członków biologicznej rodziny, nie trzeba ratować tej rodziny za wszelką cenę. Teraz trzeba ratować i zadbać o ludzkość zajmując się przede wszystkim uzdrawianiem siebie, ponieważ ludzkość tworzą indywidualne istoty. Jeśli choć jedna z nich nie jest uzdrowiona, wówczas jest chora cała ludzkość.

5. Wszechświat, Całość, Jednia rozmawia ze mną poprzez życie. Śmierć to odpoczynek od dialogu.


poniedziałek, 23 lutego 2009

ZMIANY W CIELE I DATA 13 MARCA

sen z 23.02.2009 roku:

Używamy różnych słów z przyzwyczajenia, bo tak zostaliśmy zaprogramowani. Budzę się, ale nadal we śnie i czuję swoje ciało. Dziwnie je czuję. Nazywam to rodzajem bólu. Myślę: boli mnie ciało. Przypominam sobie, że coś podobnego odczuwałam, gdy byłam chora na tak zwaną grypę. Przyglądam się teraz, co dzieje się z moim ciałem i jak to odczuwam. Jakby było mi zimno, a nie jest mi zimno. Przyglądam się jak gdyby głębiej. Coś się zadziewa w komórkach mojego ciała. Są żywe, pulsują, kurczą się i rozwijają... W moich komórkach, w moim ciele dokonuje się jakaś zmiana. I na tym momencie zatrzymuję się. Tyle wystarczy. Tak, to nie ból, żaden ból. To zmiana. Transformacja. I jeszcze widzę datę... coś ważnego się wydarzy z 13.tego na 14.tego marca. Widziałam wyraźnie tę datę i wiedziałam, że ma to znaczenie.

piątek, 9 stycznia 2009

Cztery Słońca i Cztery Rasy


Sen, który mnie samą bardzo zadziwił...
Są cztery Słońca – Gwiazdy w naszej Galaktyce, z których pochodzą cztery diametralnie różne od siebie rasy istot, powiedzmy alienów. Widziałam te cztery gwiazdy – jako perły nanizane na jedną nitkę. Nie widziałam przedstawicieli tych czterech ras alienów i nie mam pojęcia, jak wyglądają. Są jednak tak bardzo różne od siebie, że nie są w stanie współdziałać ze sobą. Tak trudno jest im dogadać się ze sobą na przykład, jak jaszczurce z lwem, a bykowi z orłem. I one, te cztery rasy alienów przyczyniły się do powstania na Ziemi czterech różnych ras ludzi. Dzięki temu tu, na Ziemi istnieją cztery rasy ludzkie, które uczą się wzajemnego porozumiewania się i próbują tworzyć relacje, a jak wiecie, było to przez wieki bardzo trudne. Teraz staje się to możliwe.

Z tymi czterema rasami ludzi to trochę tak, jak z kierunkami świata. Podstawowe są cztery, a pośrednie też cztery, więc razem jest osiem...

źródło obrazka: Wikipedia

 I ze świadomości tych czterech ras powstanie nowa, "tęczowa" rasa człowieka kosmicznego o nowej świadomości. Krew i DNA tych wszystkich ras zostaną dokładnie wymieszane ze sobą. A powstanie tej nowej rasy o tęczowej krwi będzie związane ze skokiem, powiedzmy: kwantowym skokiem świadomości całej ludzkiej rasy. Ludzkość będzie istniała nadal, nie przestanie istnieć tak, jak małpy nie przestały istnieć, gdy pojawił się na planecie Ziemia człowiek.

Czy małpy były w stanie wyobrazić sobie człowieka, który nadejdzie? Raczej nie mogły. Tak, jak i nam trudno wyobrazić sobie "człowieka kosmicznego", który nadejdzie po "homo sapiens". 

Ziemia to wyjątkowa planeta. Przechodzimy kolejno cały cykl ewolucyjny od minerałów poprzez rośliny, zwierzęta i ludzi po wielokroć. Część z nas jest gotowa do dalszego etapu – uczynienia następnego kroku w ewolucji duchowej, a część istot kosmicznych nadal będzie doświadczała różnych postaci z tego dotychczasowego ziemskiego cyklu. Niektórzy z nas czasem potrzebują zrobić krok do tyłu – „cofnąć się” do bytu psa lub motyla albo jakiegoś minerału, by przypomnieć sobie pewne aspekty, które w ewolucyjnym duchowym rozwoju są nam konieczne. Dlatego Ziemia i nasza Galaktyka nigdy nie umrą.



wtorek, 1 stycznia 2008

PRÓBA PRZEPROGRAMOWANIA

Znalazłam się w pokoju trochę przypominającym boks w tzw. open-space. Był tam mężczyzna w czarnym uniformie wyglądający na bardzo przystojnego, ale bardziej niż jakikolwiek człowiek (miałam odczucie, że jest istotą – „alienem” z innego świata) i jego asystentka. Piękna kobieta podłączyła mnie do aparatury, która miała zebrać ze mnie i mojego ciała wszelkie dane, które z kolei pozwoliłyby na dokonanie mojego całkowitego „uzdrowienia”. Niemal fizycznie odczuwałam impulsy mojego ciała przelatujące do aparatury. W pewnym momencie nagle usłyszałam w głowie trzask i szum. Natychmiast zdałam sobie sprawę, że teraz zacznie się przesyłanie danych do mojego ciała i zrozumiałam, że chcą mnie w ten sposób, bez mojego przyzwolenia, zaprogramować. Kategorycznym i zdecydowanym ruchem zerwałam z siebie podłączone linki i powiedziałam stanowczo, że absolutnie nie zgadzam się na takie eksperymenty. Mężczyzna w czarnym uniformie wyglądał na zdenerwowanego. Natychmiast ruszył w stronę wyjścia rzucając na odchodnym rozkaz skierowany do mnie, że mam być posłuszna i podporządkować się jego asystentce. Powiedziałam raz jeszcze, że absolutnie się nie zgadzam na żaden przymus ani na przyjmowanie jego rozkazów. Mężczyzna zatrzymał się w drzwiach. Kobieta – jego asystenka odwróciła się do niego i bardzo łagodnym głosem powiedziała do swojego „szefa” :
- Ja też już nie będę niczego nikomu narzucać, bo – do tej pory to ukrywałam, ale sama mam ludzkie dzieci i część ludzkich uczuć, więc już nie potrafię tak działać, jakbyście ode mnie żądali.
Wstałam i wyszłam. I obudziłam się.

sobota, 11 sierpnia 2007

SPOTKANIE Z OLBRZYMKĄ


11.08.2007
Szykowaliśmy się wraz z jakimiś ludźmi odświętnie ubranymi do jakiejś ceremonii oczyszczania. Było to nad morzem. Dużo ludzi. Nie rozumiem, ale ja miałam nie wchodzić do wody, tylko na pomoście grać na bębnie do tej ceremonii. Poszłam po bęben i znalazłam się przed zamkniętą bramą. Czekałam, aż mi ktoś ją otworzy, żebym mogła ze środka wziąć swój bęben.

Idę pomostem niosąc bęben i widzę stojących jeszcze na pomoście i wchodzących do wody ludzi.

Z wody wychodzi postać kobiety olbrzymki. Stoję na pomoście i patrzę na nią. Przyglądam jej się z mieszanymi uczuciami fascynacji i lęku. Wygląda trochę na transwestytę. Stanęła przede mną przy końcu pomostu. Miała nogi jak kolumny i była ode mnie kilka razy większa. Wszyscy ludzie gdzieś odeszli albo uciekli, zostałam sam na sam z tą kobietą. Odważyłam się zadać jej pytanie o to, jak ona czuje się ze swoją tożsamością płciową? Czy z mężczyzny stała się kobietą? Odpowiedziała:
- Dużo widzisz, ale nie wszystko. Przetwarzałam się na różne sposoby. Byłam mężczyzną, byłam kobietą. I pokazywała mi te przemiany siebie. Widziałam ją raz jako mężczyznę raz jako kobietę. Powiedziała, że w 1/3 jest kobietą, w 1/3 jest mężczyzną, a w 1/3 jest androgeniczna, ale też bezpłciowa. Byłam nią zafascynowana, chociaż raczej nic z tego nie rozumiałam. Znów stała przede mną piękna, wielka kobieta, jak skała, która wyłoniła się z morza.

Powiedziała, że jest wybaczeniem przodków dla przodków czy od przodków albo pradawnych od pradawnych dla pradawnych czy coś takiego, nie pamiętam dokładnie. wydaje mi się, że to bardzo ważne i powinnam zapamiętać. Może mi się przypomni....



czwartek, 12 lipca 2007

HARMONIA


12. 07. 2007
Sny, z których pozostało jedynie wrażenie, ważne i piękne, że coś się harmonizuje, układa na nowo i tak jak trzeba. Pokój, spokój, harmonia. Ludzie już nie cierpią...

wtorek, 26 czerwca 2007

ZABURZENIE GRAWITACYJNE ZIEMI - SEN DRUGI


27.06 2007
Najpierw wyrzucili mnie z pracy – straciłam pracę. Potem miałam zablokowane konto i zostałam bez pieniędzy. Potem Księżyc wybuchł i się rozpadł. Aż w końcu Ziemia straciła równowagę w swoim polu grawitacyjnym zaburzonym przez znikniecie Księżyca i zaczęła tańczyć lecąc w kosmos. Ludzie przerażeni, że to koniec świata. Uczucie jak w szybko przesuwającej się windzie albo jak przy ostrym starcie samolotu czy turbulencji. Tłumaczę ludziom, że to wcale nie koniec, że Ziemia musi teraz znaleźć nowe miejsce w polu grawitacyjnym. Wybuchają katastrofy, trzęsienia ziemi… Wreszcie planeta hamuje, zachybotała się trochę na boki i osiadła na nowej orbicie. Przerażenie ludzi było tak ogromne, że ja też prawie zwątpiłam i przeleciała mi przez głowę myśl, że to prawdopodobne, że Ziemia przeleci, przebije z impetem przez pewien punkt – obszar graniczny swojego pola i poleci hen w kosmos i już nigdy się nie zatrzyma… Nie poddałam się tej myśli. Usiadłam, wyciągnęłam ręce do stojących obok ludzi trzęsących się z przerażenia. Zaufali i usiedli obok podając sobie ręce. I wyciągali dłonie do stojących dalej, a ci uspokajali się i siadali na ziemi… Aż Ziemia się uspokoiła.

Jeszcze wówczas Ziemia lekko zakołysała się i na powrót osiągnęła grawitacyjną stabilność. Wtedy pojawiły się dwa słońca albo dwa księżyce...